Kamilowski Menu

Permalink:

Adaptacje filmowe, czyli niech się stanie

adaptacje filmowe

Ekranizowanie powieści, komiksów czy też gier komputerowych od dawien dawna jest czymś naturalnym w kinematografii. Czemu przecież nie korzystać z tak bogatego źródła jak literatura i jedynie liczyć na oryginalne scenariusze? Przy przenoszeniu treści na szklany ekran filmowcy odnoszą zarówno spektakularne sukcesy jak i jeszcze większe porażki. Jestem im jednak wdzięczny za te wszystkie próby. Pamiętam jak mając 15 lat zakończyłem czytać trylogię spod pióra Tolkiena i pomyślałem sobie, że obejrzeć ją na dużym ekranie to byłoby coś wyjątkowego. 6 lat później dzięki Jacksonowi moje marzenie się spełniło, a ja byłem w 7 niebie. Od tego czasu powstało wiele adaptacji z mojej listy życzeń. Część z nich nie powinna jednak ujrzeć światła dziennego (Rincewind i „Kolor magii”, „Siódmy syn”, „Hitman” i wiele innych), a część to arcydzieła jeśli chodzi o mój skromny gust (np. „Gra o tron”, „Pachnidło” czy też „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”). Są jednak takie perełki kultury współczesnej na których ekranizację czekam prawie 30 lat i ciągle jestem w tym samym punkcie, a światełko w tunelu jak się nie paliło tak się nie chce zapalić. Jednak po kolei.

Adaptacje filmowe, czyli moja lista marzeń

„1Q84” Haruki Murakami.

pixx73(grafika Pixx73)

W 2010 roku powstał film „Norwegian Wood”, który jest ekranizacją powieści o tym samym tytule i oczywiście napisanej piórem Murakamiego. Nie jest jest to może tak wybitne dzieło jak sama książka jednak z przyjemnością oglądałem jej filmową wersję. Skoro więc można było nakręcić „Norwegian Wood” to czemu nie „1Q84”? Historia snuta przez japońskiego pisarza niesamowicie działa na wyobraźnię. Nic co pokazuje nam autor nie jest proste i oczywiste, a im bardziej staramy się zrozumieć to tym bardziej podążamy na manowce. I to intryguje. Realizm magiczny, kryminał, abstrakcja to jedne z pojęć, którymi można opisać całą trylogię i nie ukrywam, że mam nadzieję, iż w przyszłości ktoś na jej podstawie stworzy scenariusz, który zrealizuje dobre studio filmowe. Tengo, Aomame i Fukaeri, czyli główni bohaterowie książki, niebanalna historia, która się dzieje w dwóch równoległych światach oraz magiczny obraz Tokio stanowią motor napędowy dzieła Murakamiego, więc nie pozostaje nic innego tylko cierpliwie czekać. Zastanawia mnie jeszcze czy jest możliwe, aby powstała wersja nieazjatycka? Chociaż jest to chyba zbyt skompilowana opowieść jak na amerykańskie gusta, a o Europejczykach kręcących filmy w Japonii nie słyszałem. Z drugiej strony afera, która wybuchła w związku z „Ghost in the shell” i Scarlett Johanson, jasno pokazuje, że mogłaby być to zbytnia obraza dla japońskiej kultury.

„Starcraft”

starcraft(screen z gry)

„Starcraft” jest grą komputerową, którą stworzyła moja ulubiona firma, czyli Blizzard Entertainment. I zapewne ten film powstanie tylko musi zostać spełniony jeden warunek, a mianowicie w czerwcu tego roku wchodzący na ekrany „Warcraft: Początek” z Travisem Fimmelem („Wikingowie”) musi odnieść sukces. Na dzień dzisiejszy szacuję, iż szanse są 50 na 50, a moje obawy najbardziej związane są z ilością CGI, które widzimy w trailerach. Jak jednak pokazać wielkie zielone orki, które też bywają „ludzkie”? Jak pokazać magię, która jest stałym motywem uniwersum „Warcrafta”? Tylko CGI.. I podobnie pewnie będzie w przyszłości ze „Starcraftem”, który może zaoferować niezwykłą historię Sary Kerrigan (na głównym zdjęciu, którą spokojnie mogłaby zagrać Emily Blunt) dziejącą się na tle konfliktu Terran, Zergów oraz Protossów, czyli głównych ras pochodzących uniwersum tej gry. W 1997 roku na ekranach kin można było obejrzeć film po tytułem „Starship troopers„, który dziś nosi miano kultowego. Trochę kiczowaty, trochę pastisz kina wojennego, ale na pewno efektowny  i momentami brutalnie zabawny. Co najważniejsze pokazuje jak mniej więcej mógłby wyglądać „Starcraft” i podejrzewam, że przy odpowiednim podejściu scenarzystów i producentów mógłby stanowić dużą konkurencje dla „Gwiezdnych wojen” i „Marvela”. Oby Blizzard, który tworzy genialne gry potrafił również wyprodukować genialne filmy… Pożyjemy zobaczymy.

„Chłopcy” Jakub Ćwiek

chłopcy(fot. Reckless Wolf)

O tej serii już kiedyś pisałem we wpisie „Bangarang! czyli Ćwiek i jego „Chłopcy”„. Już wtedy padła z mojej strony sugestia o nakręceniu filmu pod tytułem „Lost boyz”, której mógłby się podjąć sam Tartantino lub ewentualnie Krzysztof Nolan. Broń cię panie Boże tylko nie Burton lub Snyder. W sumie scenariusz jest już praktycznie gotowy, czyli kino akcji z dużą porcją rubasznego humoru, szczyptą fantastyki oraz bezpretensjonalnymi dialogami. Czasami przecież nie trzeba nic więcej, aby zresetować głowę po ciężkim dniu w pracy jak film, gdzie mordobicie jest na pierwszym planie. I już oczami wyobraźni widzę dobór aktorów… Jako Dzwoneczek – Keira Knightley, Kędzior to Clive Standen („Wikingowie”), Stalówka – Woody Harrelson, a Milczek to na przykład Tom Hiddleston lub Tom Hardy (szkoda, że musieliby milczeć, ale to już wina Ćwieka). Poza tym już dawno na dużym ekranie nie było ryku motorów, zapachu skóry oraz harleyowców z bezkompromisowym podejściem do życia. „Son of anarchy” oczywiście się nie liczy, gdyż jest to spektakl przeznaczony dla telewizorów. Gdyby taki film faktycznie powstał to mielibyśmy produkcję, którą spokojnie można by było umieścić na półce pomiędzy „Deadpoolem”, a „Bękartami wojny”. I wszystko ku chwale Jakuba!

„Secret of the Monkey Island”

monkey(fot. Jon Kristinsson)

Ten film szybko nie powstanie, a wszystko za sprawą Jacka Sparrowa i „Piratów z Karaibów”. To on zniszczył moje marzenia o przygodach Guybrusha Threepwooda i to z bardzo prostej przyczyny, że zarówno jeden jak i drugi to chodząca karykatura korsarza z krwi i kości. Zero brutalności, krwi, wyrywania zębów, pitego litrami rumu oraz brudu i potu. „Secret of the Monkey Island” jest grą komputerową z 1990, która otrzymała miano klasyka i do tej pory przez wielu uważana jest za najlepszą ‚przygodówkę’ jaka powstała. A w niej? Awanturnicza fabuła, doskonałe i niewymuszone poczucie humoru z mieczem ironii w dłoni osadzone w pięknej scenografii i genialna muzyka. Do tego wyraziste i charakterystyczne postacie z Guybrushem oraz LeChuckiem w roli głównej oraz szereg wspaniałych głów na drugim planie. Scenariusz gotowy na dwa filmy plus trochę spektakularnych wybuchów i mamy sukces na miarę wspomnianego wcześniej hitu z panem Deepem. Dobór obsady jest jeszcze otwarty, gdyż za bardzo w głowie mi siedzą postacie z „Piratów z Karaibów”. A jak nie film to chociaż mogliby zrobić serial… najlepiej „Netflix”, „hbo” lub „Amazon”.

„Archiwum burzowego światła” Brandon Sanderson

droga krolow(okładka „Droga królów”)

Sanderson zdecydowanie pozazdrościł Martinowi i jego seria ma się zamykać w 10 tomach z czego każdy ma mieć około 1000 stron. Na chwilę obecną mamy dostępne dwa. O odczuciach dotyczących pierwszego tomu, czyli „Droga królów” popełniłem już kilka zdań, gdyż powieść zrobiła na mnie bardzo piorunujące wrażenie. Sanderson dokładnie opisuje wymyślony przez siebie świat co z jednej strony jest wielkim  plusem dla osoby czytającej, aczkolwiek próba oddania wszystkich niuansów przez twórców filmowych może spędzać im sen z powiek. O problemach związanych z ekranizacją tej książki można więcej przeczytać w tym wpisie >> klik klik << na stronie drogakrolow.pl. Filmy z gatunku fantasy są raczej traktowane po macoszemu więc ciężko wierzyć w możliwość tej realizacji, ale przecież nadzieja umiera ostatnia. Kto by przecież nie chciał obejrzeć scen batalistycznych rodem z „Gladiatora” lub „Króla Artura”, a Sanderson właśnie z wielkim pietyzmem opisuje te sceny w swojej książce. Walka z przepastnymi bestiami czy bitwy na Strzaskanych Równinach są literackim majstersztykiem i one aż proszą się o realizację. W tej roli widziałbym chyba Jacksona, gdyż jemu rozmach wychodzi najlepiej (nie wiele osób poza tym potrafi z cienkiej książeczki dla dzieci zrobić 3 częściowy film).

„Thorgal” Grzegorz Rosiński i Van Hamme

kriss de valnor 2(źródło: off-film.pl)

Tym snem już żyję prawie 30 lat. Jest to moje największe marzenie dotyczące adaptacji filmowych i dla niego byłbym w stanie zrezygnować z całej reszty. Historia związana z „Czarną galerą” czy też wyprawą do Krainy Qa to epickie dzieła, które proszą się ekranizację. Jak genialne byłoby połączenie „Łuczników” i „Alinoe” w jeden film. Z jednej strony thriller na wyspie samotnej Aarici i Jolana, a z drugiej świetnie zrealizowany konkurs łuczniczy z debiutującą Kriss de Valnor… rozmarzyłem się. Niektórzy mówią, iż to nigdy nie nastąpi, gdyż jest to europejski komiks, którego amerykanie nigdy nie wezmą pod uwagę. Jednak zaprzeczeniem tej tezy niech będzie francuski komiks „Asterix i Obelix”, którego ekranizacja odniosła sukces na całym świecie. A nawet gdyby Francuzi nie chcieli się zająć opowieścią o Thorgalu to może po sukcesie „Wiedźmina” Tomasz Bagiński weźmie go pod swoje skrzydła? A jeżeli ktoś już chwyci scenariusz o gwiezdnym dziecku niech tylko nie robi serialu. Aktorzy? Thorgal – Mads Mikkelsen lub Tom Hardy; Aaricia – Robin Wright (starsza wersja), a Kriss de Valnor to Margot Robbie/Eva Green/Ana De La Reguera. Zresztą wiem, że nie jestem sam w tym marzeniu. W tym wpisie >> KLIK KLIK << Ireneusza Podsobińskiego możesz przeczytać o jego wizji serialu na podstawie komiksu Rosińskiego i Van Hamma.

A ile to zamieszania było w związku z tą grafiką powyżej. Ile to osób myślało, że jednak będziemy mieli upragnioną adaptację filmową.. a okazało się, że jest to fanowski projekt Juli Bui-Ngoc.

A jakie Ty masz marzenie filmowe?:)

Inline
Inline