Kamilowski Menu

Permalink:

Dobry film: „Still Alice”

still alice

Dobrze nakręcone filmy mają to do siebie, że łatwo nam przychodzi wchodzenie w buty głównych bohaterów. Razem z nimi uciekamy przed policją, cierpimy w samotności czy wchodzimy na nieosiągalne szczyty. Tak się właśnie czułem podczas oglądania „Still Alice”, czyli ciarki i rozgoryczenie.

Od pierwszej chwili bohaterka grana przez Juliane Moore jest postacią tragiczną i jest to prawie namacalne. Spełniona pod względem zawodowym i szczęśliwa dzięki rodzinie, ale oczywiście wszystko do czasu. W pewnym momencie do jej życia wkrada się zapomnienie, co lekarze diagnozują jako Alzheimera. Pomimo, iż ten film jest dramatem obyczajowym dla mnie był najgorszym z horrorów, a przynajmniej mocny thrillerem. Z każdą kolejną sceną czułem się jakby ktoś mielił moje trzewia lub nie pozwalał płucom przyjmować tlenu. Nie wiem czy to magia gry aktorskiej Juliane Moore czy kwestia cholernie ciężkiego scenariusza.

Główna bohaterka podczas rozmowy z jedną z córek wypowiada znamienne „Wolałabym umrzeć na raka”. I jest to koszmar. Wydawałoby się, że to jest obraza dla tych którzy zmagają się z chorobą nowotworową, ale nic bardziej mylnego. Lepiej wiedzieć, że się umiera, niż o tym powoli zapominać. Stać się pustym balonem i czekać, aż uleci z ciebie powietrze. Cicha śmierć umysłu, myśli, planów, wspomnień, marzeń… Każdego dnia szukamy swojej tożsamości. Budujemy siebie, umacniamy swoje przekonania i bronimy swoich wartości. A teraz wyobraź sobie, że to o co walczyłeś przez tyle lat musisz odłożyć w miejsce do którego nigdy nie będziesz mógł zajrzeć. Tracisz samego siebie. Jak się nie bać takiego stanu?

To jest jeden z tych filmów, które wywołują u mnie emocje, których się boję. Moje najgorsze strachy. W głowie mam myśl, że śmierć nie jest straszna. Przeraża mnie proces umierania. Postać p. Moore oddaje to w 100 procentach. I nie jest to ckliwa opowieść o tym, że odchodzimy, której jedynym celem jest skraplanie wokół oczu. To historia o frustracji i walce o normalność, która nigdy nie wróci.

Po obejrzeniu tego filmu zacząłem o nim trochę czytać. Dowiedziałem się m.in, że powstał na podstawie książki Lisy Genova pod tytułem „Motyl”, która ma bardzo dobre opinie. Po jego obejrzeniu jednak nie mam ochoty się dołować książką, więc pewnie prędko po nią nie sięgnę. Jeżeli nie udało mi się Ciebie zachęcić to dodam, za swoją rolę otrzymała szereg nagród m.in. Oscara. Genialne kino. Brutalne, ale piękne.

PS.

Nawet robienie herbaty w tym filmie jest straszne.

Inline
Inline