Kamilowski Menu

Permalink:

Co na obiad? Czyli jak teściowa pościele tak synowa się wyśpi

co na obiad

Być mężczyzną nie jest łatwo w dzisiejszych czasach. Kiedyś wiadomo było, że trzeba chwycić za dzidę i upolować dziką zwierzynę. Ta sama dzida również służyła do polowania na tuńczyki i obronę przed złowrogim najeźdźcą. Dziś jest już tylko podrzędnym artefaktem w muzeum, zaś proste pytanie „ Co na obiad ? ” może spowodować lawinę konfliktów nawet gdybyś upolował na obiad ogromnego mamuta. To jedno proste pytanie nabrało dodatkowego znaczenia i nie jest takie niezwykłe jakby się wydawało, gdyż momentami urasta do rangi symbolu w walce o równouprawnienie i z całą pewnością jest powodem tego wpisu.

„ Co na obiad ? ”

Pamiętasz kiedy ostatni raz zadałeś to pytanie swojej żonie czy też partnerce? Albo swojej mamie, babci, teściowej? A czy Ty moja wspaniała (wierna bądź spontaniczna) czytelniczko pamiętasz, gdy zadawał Ci to pytanie mąż, narzeczony, syn, wnuk, ojciec czy dziadek? I co wtedy czułaś? Czy podążało za Tobą poczucie dumy, że wynagradzasz swojego mężczyznę, czy też dopadał stan irytacji, że ledwo co przyszłaś 5 minut temu do domu, a ten bezczelnie próbuje zagaić? Proste na pozór pytanie jest kluczowe dla ustalenia damsko-męskich relacji na poziomie wzajemnego szacunku oraz wskazania (trochę górnolotnie) naszego miejsca na ziemi, a dokładnie kto stoi wyżej, a kto niżej w codziennej hierarchii.

Zasadnicza kwestia, czy ta hierarchia tak naprawdę istnieje i czy jest do czegoś potrzebna? Cywilizowanemu człowiekowi raczej nie, ale do cywilizowanych w skali ogólnej „trochę” nam jeszcze brakuje. I kto potrzebuje bardziej takiej codzienności? Mężczyźni czy kobiety? Podejrzewam, że Ci pierwsi, jednak zmiana tego stanu rzeczy jest tylko w rękach tych drugich. Czemu? Albo też, kto jest winien faktowi, że mężczyźni na poziomie obowiązków domowych mają dwie lewe ręce? Kiedyś może było inaczej, ale dziś to Wy drogie panie gotujecie sobie ten los. Literalnie.

Warzywa XY

Notoryczne podsuwanie pod nos, ciągła potrzeba opieki i dopatrywania, aby nic się nie stało, czy też wyręczanie w obowiązkach to główne grzechy kobiet. I niech będzie, że jestem w stanie zrozumieć, że niektóre panie mają satysfakcje z takiego sposobu troski o własne dziecko z symbolem XY, ale on kiedyś będzie miał swoje życie, a przy dobrych wiatrach swoją własną i ukochaną XX. To dla niej teściowa ścieli to łóżko i powinna dobrze jej życzyć, aby ta mogła się w przyszłości spokojnie wyspać. Tym samym w procesie wychowanie syna ważnym punktem jest nauka szacunku do kobiet, ale nie tylko poprzez mówienie ‚Dziękuje” czy też ustępowanie miejsca. Zastępowanie syna w obowiązkach jest czynieniem z niego ‚produktu’ wybrakowanego, który w pewnym momencie może przyczynić się do rozkładu jego przyszłości/związku na drobne. Po co dawać mu niepożądany wzór zachowań czy też wtłaczać mu do głowy taki wizerunek rodziny? Gdy ten model zakoduje się w głowie to w przyszłości bardzo trudno go zmienić. Mniej pobłażania, a więcej wymagań. Oczywiście, że mógłbym napisać, iż ojciec może tego nauczyć własnego potomka, ale generalnie to niestety mężczyznom mniej zależy na tych zagadnieniach i bardzo rzadko postrzegają je za problem. Jesteśmy zbyt często przyzwyczajani do wygody..

jak teściowa pościele tak synowa się wyśpi

Trochę lawirując:

Poradnik: Jak unikać pytania „Co na obiad?”, zachować twarz i nie umrzeć z głodu:

Są trzy drogi:

  • Droga nadziei. Nie pytasz i masz nadzieję, że coś będzie. Nie ukrywam, że to moja taktyka, która czasami zmusza mnie do punktu drugiego.
  • Droga DIY. Musisz posiąść umiejętności kucharskie, które wykraczają poza ugotowanie wody.
  • Droga DIY +. Posiadając umiejętności kucharski może zadzwonić do swojej lepszej połówki i zapytać „Co byś chciała na obiad?”. Ponoć my męski gatunek też ewoluujemy (chociaż trochę wolniej…)?

Stwierdzenie „Co na obiad?” jest oczywiście symboliczne, gdyż nie chodzi tylko i wyłącznie o fakt gotowania. Mężczyzna moim zdaniem nie musi w ogóle gotować obiadów, jeżeli to nie sprawia mu przyjemności, satysfakcji lub przychodzi mu z trudem. Wtedy jednak jest zobligowany do przejęcia innych obowiązków (oczywiście o ile nie jest facetem z papieru). Wiem, że piszę teraz jak krowie na miedzy, ale służalczość kobiet, która funkcjonuje w naszym społeczeństwie jest przytłaczająca. Matka Polka dziś to obraz dumnej kobiety, ale niestety styranej codziennością. I nie piszę tego jako ideał, gdyż za młodu w pewnym stopniu byłem uczony, że kobieta jest dla mężczyzny. Dziś dobrze znam swoje braki i dostaję za nie regularny opierdziel od żony… chociaż ostatnio może już rzadziej.

Nie umiem jednak w zupełności ocenić sytuacji, gdy kobieta pozostaje w domu z własnej woli, a facet pracuje na ich utrzymanie. Po pierwsze jest to dla mnie sajens fikszyn, a dwa wczucie się w taki model rodzinny pozostaje dla mnie abstrakcją.

I są ludzie, którzy uważają, że syna nie wychowuje się dla jego przyszłej partnerki, a córki dla przyszłego partnera. Uważają, że dziecko wychowuje się dla niego samego, aby umiało w przyszłości poradzić sobie w życiu, szanowało innych. Że orężem naszych dzieci stają się ich doświadczenia opatrzone w nasz komentarz, nasze reakcje. Zgadza się. Jednak nikt w życiu chyba nie chce być samotny więc dobrze też dać mu wskazówki jak radzić sobie z drugą połówką i aby miała ona z tego przyjemność i satysfakcję.

A ten tekst powstał przez panią Sylwię Kubryńską dzięki której jestem mądrzejszym facetem.


fot. źródło

Inline
Inline