Kamilowski Menu

Permalink:

Czasami nie kończę… czyli współczesna męskość

współczesna męskość

Czym jest współczesna męskość? Wielki myśliciel, Leszek Miller, wypowiedział kiedyś znamienne zdanie, że prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna. Wg jego konceptu jesteśmy rozliczani za efekty naszych działań, a nie plany. Niby tak, chociaż technologie manipulacyjne mówią zupełni co innego i tak samo wybory do parlamentu. Chcemy dostatniego życia, a wybieramy tych co rzucą ochłapami. Inna sprawa, że każda partia rzuca teraz odpadki, ale to inna inszość. W każdym razie pan Leszek mówi, że ważny jest finisz, gdy mistrzu od PRu, że niekoniecznie musi być. A co ze mną, gdy czasami nie kończę?  Czyżby kryzys męskości?

Czasami nie kończę… zdania. Ono zawisa w przestrzeni i czeka, aż ktoś zrobi to za mnie. To jest sprytny zabieg, gdyż po pierwsze nie odkrywam swoich intencji, a poznaje czyjeś.

Czasami nie kończę… książki. Kto by skończył „50 twarzy Greya”? Kilka dni temu miałem na podorędziu „Dobrego kłamcę” i po 50 strona uznałem, że takiej łopatologii to ja nie zniosę. Wolę dać pisarzowi szansę i uznać, że później jest już tylko lepiej. Niech się chłop cieszy, że tak mu zaufałem. A może to diabeł tkwi w szczegółach, a dokładnie w liczbie 50? Wniosek jest prosty. Nie kończę, bo mi się nie chce. Czasami też coś jest nudne, albo zwyczajnie zmieniłem zdanie. Krową nie jestem i zawsze nie będę upierał się przy swoim. Czy jestem gorszym sortem męskiego gatunku? Być może, ale mam to w poważaniu.

Współczesna męskość

Definicja pana Leszka jest moim zdaniem kolejną z miernych prób zdefiniowania tego czym jest męskość. Przecież różne oczy i różne charaktery inaczej będą wyznaczać podpunkty tej definicji. Dla jednej niewiasty męski będzie liryczny Kortez, dla drugiej fikcyjna postać Hanka Mood`ego, a jeszcze dla trzeciej drwalopodobny autor „Porąb i spal”. Zresztą tych drwali mamy obecnie tylu, że chyba regularnie będę musiał się golić, chociaż czuję do tej czynności niemijającą awersję. Wracając jednak do Millera. Bardzo lubię takie postacie, które z tak wielką dozą pewności siebie wygłaszają życiowe mądrości, które nie pozostawiają żadnego marginesu wątpliwości. To tak jakbym oglądał skoczków spadochronowych bez tegoż spadochronu… Wiadomo wszem i wobec, że pycha kroczy przed upadkiem i w moim mniemaniu tak właśnie jest z tym panem, bo czegokolwiek nie zaczął to marnie skończył. Czymże jest więc jego męskość jak nie wydmuszką?

Mężczyzna zadający sobie pytanie o swoją męskość nie tyle ma problem z nią samą, a raczej problem z byciem sobą. Swoją drogą, czy to nie paradoks, że męskość jest rodzaju żeńskiego? Do bycia prawdziwym facetem nie trzeba w moim przekonaniu wiele. Wystarczy tylko trzymać grunt pod nogami i być odpowiedzialnym co często bywa tożsame. Z tych zachowań wyrastają kolejne, ale to odpowiedzialność jest fundamentem. Z niej wynika przecież odwaga, honor i poczucie sprawiedliwości. Można oczywiście do niej dokooptować szereg innych cech, ale to jak ubieranie choinki, niby ważne, ale bez drzewka to lipa. Poza tym zastanawiając się nad swoją męskością (brzmi dumnie) wpadłem na jedno pytanie: czym się różni męskość o kobiecości? W jakich cechach charakteru tkwi różnica? W odpowiedzialności? Odwadze? Poczuciu sprawiedliwości? Gdzie jest ta granica?  Oby nie w wyrażaniu emocji, ale nad tym zastanowię się kiedy indziej.

musc

A może ideałem męskości jest mężczyzna androgyniczny pod względem psychiki, a ideałem kobiecości kobieta o takich samych walorach psychicznych? Czy kompilacja czułego barbarzyńcy nie jest właściwa? Być jednocześnie osobą racjonalną, a przy tym uduchowioną i uczuciową. Cenić sobie swoją niezależność, ale być opiekuńczym. Zachowywać siłę fizyczną dzięki której jednym machnięciem siekiery rozłupiemy polano drewna, ale w tym samym czasie słuchać w radiowej trójce wcześniej wspomnianego Korteza? Może w tym kierunku powinien dążyć męski gatunek i w ten sposób definiowana powinna być męskość?

W całej tej dyskusji zapominamy najczęściej o jednym. O własnym szczęściu i potrzebach. W kontekście męskości za dużo się mówi o tym czego oczekują inni, a przecież nie mamy z nimi praktycznie żadnego kontaktu. Ważna jest nasza koncepcja, wizja męskości i jeżeli ona wkomponuje się w potrzeby niewiasty z którą się jest lub uwzględnia ją w planowaniu przyszłości to cała reszta nie ma większego znaczenia. Wtedy też bez różnicy czy ma się rurki na nogach czy pianę od piwa na brodzie. Ludzkość potrzebuje przecież zarówno wątłych bardów jak i przypakowanych barbarzyńców. Ważne by jeden i drugi gatunek miał serce po właściwej stronie.

fot. źródło

Inline
Inline