Kamilowski Menu

Permalink:

Czy każdy ojciec ma prawo świętować Dzień ojca?

Czy każdy ojciec ma prawo świętować dzień ojca?

Ojciec obietnica, ojciec chciałbym ale coś mi wypadło, ojciec tu i tam. Te i inne modele ojców są dosyć regularnie uskuteczniane zarówno przez mężczyznę współczesnego jak i tego z okresów pierwszych mamutów. Z racji tego, że rozwijamy się trochę wolniej niż gatunek żeński, to dopiero z czasem dociera do nas, że opieka nad pociechami, to nie tylko zapewnienie im schronienia i kalorii, ale również setki nieprzespanych godzin, tysiące przeczytanych opowieści czy kilkanaście przebranych pieluch. Dobrzy ojcowie istnieją z całą pewnością w naszym społeczeństwie. Jednak gdy zaczniesz uważnie się przyglądać temu społeczeństwu to dostrzeżesz, że stosunek ilości dobrych ojców, do ilości dobrych matek wypada raczej blado. Z tego czy innego powodu „ostatnim strażnikiem” dziecka jest najczęściej matka. Dziś zaś mamy „Dzień ojca”, który z roku na rok zyskuje na sile i przypomina o znaczeniu roli jaką jest bycie tatą. Mnie zaś zastanawia czy każdy ojciec ma prawo ten dzień świętować?

Kilka dni temu ojciec potwornicki, który pisał właśnie artykuł o tacierzyństwie zapytał mnie, co przychodzi mi na myśl, gdy słyszę hasło „Tata Polak”. Moja pierwsza myśl nie była za wesoła, gdyż tego dnia zdążyłem się już naoglądać „wzorowych” ojców i mężów. Potem jednak pomyślałem, że sam przecież do tragicznych nie należę i wtedy moja percepcja zaczęła trochę tracić na surowości. Po chwili dotarło do mnie, że kilku moich kolegów z pracy, to przecież wypisz wymaluj idealne przykłady jak ogarniać rodzicielstwo. Podejrzewam, że 20 lat temu i dalej, niewielu ojców prowadziło dyskusje wychowawcze lub z czułością opowiadało o swoich dzieciach. I tak idąc od myśli do myśli uznałem, że wrzucanie wszystkich ojców do jednego worka, a tym samym ich generalizowanie, jest zwyczajnym błędem.

Czy każdy ojciec ma prawo świętować dzień ojca?

Skoro już jednak moje myśli powędrowały do „dnia ojca” zacząłem zastanawiać się nad celebrowaniem tego święta i kto ma do tego prawo. Logiczne i zrozumiałe jest, że każdy dobry ojciec ma szansę świętować ten szczególny dzień. Tylko co z tymi dla których mankamenty wychowawcze to codzienność? Co z tymi, którzy notorycznie nie wywiązują się z obietnic lub z tymi których nigdy nie ma, albo zwyczajnie im nie zależy? Nie zwracając uwagi na opcje polityczne, każdy rządzący z lekkością motyla zapewni nas, że przysłowiowy goździk czy tulipan należy się każdemu panu tacie. Dlaczego? Dla każdego polityka z krwi i kości liczy się ilość, a nie jakość. Idąc tym tropem myślenia, nieważne, że do tej roli ktoś się nie nadaje, a ważne, że swój „obowiązek” należycie wypełnił.

Patrząc na swoje doświadczenia, o czym już zapewne pisałem, dla mnie ten dzień jeszcze trzy lata temu nie istniał. Niby był, ale tylko teoretycznie. Podobnie jak samo pojęcie „ojciec”, które nie posiadało swojej praktycznej esencji. Już bardziej interesowały mnie Barbórki i miały dla mnie więcej sensu. Takich osób jak ja, czyli naznaczonych ojcowską obojętnością jest całkiem sporo. I właśnie spoglądając przez pryzmat własnych doświadczeń zastanawiam się czy mój ojciec miał/ma prawo do świętowania tego dnia? Niby odpowiedź jest bardzo prosta, ale właśnie.. niby.

Absurdalne jest to, że żyję w przekonaniu, iż łatwiej by mi było zrozumieć to co się stało, gdyby odszedł w jakiś tragiczny sposób. I nie jest to kwestia życzenie mojemu ojcu takiego losu, tylko chodzi o moją świadomość i samoakceptację. Wszystko byłoby jasne i klarowne, a złość i żal miałby podstawy. Nie byłoby znaków zapytania, a wykrzykniki. Być może nie powinienem tak myśleć.. cóż. Po dziś dzień czuję się jakby część mojej osobowości powita była mgłą. Jakby jakiś element mnie był białą plamą, gdzie dudni obojętność.

Czy powinienem być mu wdzięczny za geny, którymi zostałem obdarowany? Faktem jest, że to rodzicielka je opanowała i okiełznała, ale gdyby nie jego wkład, to teraz bym nie mógł świętować tego dnia z perspektywy ojca. To za mało czy wystarczająco? Dlaczego piszę o czymś takim? Zastanawia mnie czy powinienem mu podziękować chociażby lakonicznym smsem. Czy życzenia w takim dniu, takiej osobie są w ogóle na miejscu, czy też byłyby zwyczajną złośliwością.. Z drugiej strony ile szkód czyni słabe ojcostwo. Jak to może być, że prawie 36 letni facet rozczula się nad przeszłości i ma w związku z tym jakieś ckliwe dylematy?

A może to kiepskie ojcostwo, którego doświadczyłem ma dać motywację, aby mojej córce do głowy nigdy nie przychodziły moje refleksje? Może właśnie dlatego powinienem życzyć mu wszystkiego najlepszego za niewyszukany i pełen perfidii sposób przekazania ojcowskich wartości?

A odpowiadając na pytanie czy każdy ojciec ma prawo świętować ten dzień? W moim przekonaniu tylko ten, którego dziecko tak uzna.

fot. źródło

Inline
Inline