Kamilowski Menu

Permalink:

Jeśli kochasz to nie bój się stracić

związek się rozpada

Nauka miłości jest trudną do opanowania sztuką. Tym którym na niej zależy nieczęsto spędza sen z powiek, a gdy już usiądzie na progu ich życia staje się najważniejszym punktem programu. To uczucie, gdy wydaje się nam, iż złapaliśmy Boga za nogi. Zapominamy tylko, że skubaniec dał nam wolną wolę i on za nas nie decyduje, a nasz los jest w naszych rękach, a nie jego. I często jest tak, że poznając smak miłości robimy wszystko, absolutnie wszystko, aby jej nie stracić. I to właśnie w tym momencie popełniamy pierwszy krok na drodze do samotności lub jak kto woli wtedy nasz związek się rozpada.

Nie ma nic gorszego niż strach o uczucie. Strach, który paraliżuje myśli, plany i marzenia. Liczy się tylko i wyłącznie szczęścia drugiej strony, gdy to nasze odchodzi na drugi plan. Człowiek nie łabędź, wilk, pingwin czy też nornica stepowa i nie zawsze wybiera partnera na całe życie. W przypadku tych zwierząt przysięga miłości oraz monogamii faktycznie obowiązuje, gdy oprogramowanie u człekokształtnych notorycznie wymaga apdejtowania. Pingwiny, gdy chwycą się za skrzydła, może rozłączyć jedynie głodna foka lub inny drapieżnik. Ludzi mogą skłócić zarówno porozrzucane skarpetki, wybór koloru ścian w przedpokoju jak i teściowa. W naszym przypadku nic nie jest pewne, a tym bardziej miłość, która ma trwać do końca naszych dni.

Mówią, że o uczucia trzeba dbać jak o kwiaty. Banalnie, ale prawdziwie. Większość z nas ma świadomość tego, że kwiatów nie podlewa się zbyt dużą ilością nawozu, bo co za dużo to i świnia nie zeżre. Dlatego uczuciom o smaku fruktozy, romantycznemu brokatowi czy rzewliwym wyznaniom najlepiej powiedzieć stanowcze NIE. To raz, chociaż to tylko i wyłącznie moja teoria dotycząca ograniczeniom słodkości w związkach. Mnie po prostu mdli i koniec, a z obserwacji otoczenia widzę, że więzi na bazie węglowodanów długo nie trwają. A dwa, i to zapamiętaj na całe życie: jeżeli kochasz to nie bój się stracić. To znaczy, bać się możesz, ale nie mów o tym i nie okazuj strachu. Jak zaczniesz, to twój związek jest na dobrej drodze do zakończenia. Gdy człowiek robi wszystko, aby nie stracić miłości tzn. że gdzieś już jest jakieś wypaczenie. Następuje jednokierunkowe ustawienie ról na poziomie biorca-dawca, a przecież to uczucie wymaga znaku równości… tak mi się przynajmniej wydaje, ale ekspert ze mnie żaden. Kategoryczne stwierdzenia podam po 70tce. I pisząc „nie bój się stracić” nie mam na myśli, by mieć drugą osobę w głębokim poważaniu. Chodzi tylko i wyłącznie o wyzbycie się tego jarzma bojaźni o najważniejsze z uczuć. Strachu, który nas ogranicza i nie pozwala być sobą, a to jest istotą naszych relacji. Miłość ma dotyczyć twojej prawdziwej postaci, a nie tej którą ktoś chce abyś był/a.

Tym czym dla życia jest tlen, tym dla związku jest przestrzeń i swoboda. Oczywiście należy pamiętać, że zbyt duża ilość tlenu powoduje, że ciśnienie krwi niebezpiecznie rośnie, a to natomiast doprowadza do trwałych uszkodzeń w mózgu. Zbytnia swoboda, z tym że metaforycznie, również może dać taki efekt. Człowiek osaczony przez swoją ukochaną i troskliwą połówkę, prędzej czy później pójdzie za przykładem Michaela Scofielda i napisze swój własny scenariusz do „Prison Break”. Rzecz w tym, że jeden zrobi to ze stylem i klasą, a drugi uwzględni w swoim planach Ewę Drzyzgę, czy jeżeli jest celebrytą, „Pudelka” lub „Fakt”. Dlaczego tak jest? Wątpię, aby to była kwestia złe woli. Ma to raczej podłoże związane właśnie ze strachem, który jest efektem kompleksów  i braku pewności siebie. Niektórzy tak się boją, że napotkana miłość jest ich jedyną szansa, że zrobią wszystko by ją utrzymać. Osaczą, zniewolą i uciemiężą. Miłość momentami ogłupia i nie warto jej na to pozwalać. Czasami wystarczy nie robić nic, by kogoś przy sobie zatrzymać. Po prostu pozwolić się spokojnie rozwijać.

wolnoscfot. źródło

To do końca nie ma związku z tematem, ale mamy z żoną taki rytuał, że co jakiś czas dajemy sobie trochę wytchnienia. I bardzo sobie cenię ten tydzień, gdy ma luba wyjeżdża do swojej mamy na tydzień. Mam łóżko tylko dla siebie, w spokoju w salonie mogę obejrzeć „Władcę pierścieni” i nikt mi nie mówi „Wyłącz te obrzydlistwo!”, żebrador całą noc spędza na ogrodzie i nie słyszę jak w nocy liże się po jajkach. Żyć nie umierać! Tylko tak teraz myślę, czy moja małżonka na pewno jedzie do domu rodzinnego? Sam sieje ziarno niepewności, ale to ona zbierze jego żniwa w postaci GPSa w walizce. Dam radę, bo przecież po to robiłem ten kurs detektywistyczny… A poważnie to ten czas pozwala nam „zregenerować” uczucia. Wypuszczamy się w świat, by móc za sobą zatęsknić. A to zaś zwyczajnie świadczy o tym, że nie trzeba kontroli, aby wiedzieć na czym się stoi. I tak płynnie mogę przejść do:

Złote klatki

Czasami docierają do mnie informacje jak mężczyźni starają się swoim wybrankom uczynić raj na ziemi. Robią to jednak w bardzo specyficznym stylu, gdyż fundują im złote klatki, które przybierają różną postać. Zazwyczaj zabraniają im decydować o własnym życiu, twierdząc, że plan który sami opracowali jest zdecydowanie lepszy. I przeraża mnie ta forma. Zabieranie komuś własnej autonomii jest dla mnie wielką tragedią. No dobrze, gorzej jest gdy ktoś sam dobrowolnie tej autonomii się pozbywa, gdyż mu tak wygodnie. W każdym razie ta złota klatka, która jest niczym matrix to nic innego jak kolejna forma wyrażania swojego strachu. Nie umiesz sprawić, by ktoś cię pokochał to go sobie podporządkujesz. Taka atrapa uczuć… ale o tym w innym odcinku.


fot. źródło

Inline
Inline