Kamilowski Menu

Permalink:

Każda wieś ma swojego księcia

Daleko, daleko stąd, a w zasadzie tuż za rogiem, na kolejnej stronie w sieci która jest na tematy ciekawe, po drugiej stronie mostu czy też na Wiejskiej Street znajduje się kolejna wioska, która nie różni się praktycznie niczym od pozostałych. Praktycznie, gdyż jest w tym wszystkim jedna fraza kluczowa, czyli tytułowy książę na wsi. Po prostu dobrze jest pamiętać, że większość dzisiejszych wiosek ma swojego przedstawiciela o błękitnej krwi, którego postać rzuca cień na całe otoczenie.

Każdy książę ze wsi ma tą szczególną właściwość, że mamrota, bełkocze, szwargocze i pieprzy głupoty. Nie ma znaczenia czy czyni to w obrębie żelbetonowego bloku, czy gdzieś tam w html-u. Ten szczególny typ księcia zazwyczaj już nie ma słomy w butach, gdyż wie, że pozory są obecnie istotą świata. Jednak na dłuższą metę natury nie oszuka. Słomę wypluwa z ust z każdym nerwem i rzuca nią przy każdym pieniackim geście. Gdy szepcze i jest spokojny to kamufluje swoje buraczane lico, ale podpal tylko lont tej eksplozywnej natury, a z bryzą poczujesz aromat gnojówki i smak zepsutych strusich jaj.

Książę ze wsi to ja! Ty też?

Niestety jest tak, że czasami nim bywam i ten tytuł do mnie pasuje jak ulał. Nie będę winił za to moich wychowawców, bo oni robili co mogli. Nie wszystko jednak da się tak wymodelować jakby się chciało. Glina jaką jest ludzki charakter wysycha z nadmierną prędkością i wystarczy chwila nieuwagi, aby pewne rzeczy stracić na wieki.. w tym przypadku odbija się to czkawką całemu społeczeństwu. Oczywiście trochę w tym zbędnego patosu, ale który książę nie ma wybujałego ego. Tylko w moim przypadku to jest cichy książę. Nie wyrzucam tego na zewnątrz i udaje mi się tłamsić buractwo w sobie, zaś jego eksplozje ograniczają się do szeptu. Ewentualnie do pomrukiwania w zamkniętym samochodzie.

Walczę o lepszego siebie każdego dnia. Po co wszechświatowi drugi Clark Griswold, czy też dziad o manierach statystycznego polskiego polityka? Po co wszechświatowi więcej księciuniów ze wsi? Najgorsze jest jednak to, że w dobie otaczającej nas zewsząd aury globalnej wioski i aromatu wszędobylskich mediów, trudno o znalezienie miejsca, gdzie jest spokój jak… na wsi. Paradoks. Tak bywa. Przed wsią o odcieniach pejoratywnych już niestety nie uciekniesz. Jest wszechobecna. Jeśli jest się jej świadomym to odór bijący od niej poraża nozdrza i powoduje mdłości. Tym samym co krok można posłuchać zbutwiałego księcia, czy zmurszałej księżniczkę.

Kto do tego dopuścił?

My sami oczywiście. Media zaś szybko odpowiedziały na nasze potrzeby. Lubimy skandale, posłuchać o potworach wychodzących z szafy czy też pooglądać historię o monstrach pustoszących podwórko sąsiada. A to wszystko najlepiej potrafią sprzedawać napuszone i skupione na sobie książęta o niewybrednym języku i braku hamulców przy udziale niewybrednych prezesów i dyrektorów medialnych. To nasza potrzeba sensacji doprowadziła do powstania czegoś takiego jak „Warsaw shore” czy też polityków, którzy bez konkretnego powodu używają języka podłego i rodem spod budki z piwem. Gdzie rola mediów? Tam gdzie jest popyt pojawia się i podaż. Media mogą tematy czy osoby promujące buractwo po prostu ominąć i przemilczeć. To jest jednak temat zbyt nośny, aby go odpuścić. Czy gdy idziesz ulicą i po drugiej stronie zaczepi ciebie pijaczyna o zbutwiałym języku to wdasz się w nim dyskusje czy dasz sobie spokój? Odchodząc szybko o nim zapomnisz. Czy media nie mogłyby tego samego robić z ludźmi posługującymi się plugawymi frazesami, głupotą i chamstwem? Nawet gdy dane zachowanie jest napiętnowane to i tak znajdzie ono wielu naśladowców, a na pewno wiernych widzów. Jak to mówił anonimowy filozof, gówna się nie rusza, bo zacznie śmierdzieć jednak w mediach panuje zasada, że im intensywniej tym lepiej.

Jak się pozbyć tytułu?

Jeszcze nie dawno temu uważałem się za króla wsi. No dobra, pretendowałem do tego tytułu. Byłem non stop poirytowany i pod nosem puszczałem takie poetyckie sekwencje, że Fredro, Zagórski czy Boy-Żeleński w XIII części „Pana Tadusza” by się nie powstydził. I nie ukrywam, że co jakiś czas w lustrze widzę wspaniałego buraka. Czy jestem z tego dumny? Niekoniecznie, ale te przekleństwa pod nosem pozwalały (i pozwalają) pozbyć się negatywnych emocji. I nic poza tym nie da się zrobić.. wewnętrznego prostaka od tak się nie da unicestwić (i dla zdrowia psychicznego to chyba dobrze). Jednak, aby go nie było widać dla ogółu to trzeba albo do tego dorosnąć, albo zostać należycie wychowanym.. Jak ktoś jest bucem to tylko świadomość go uratuje,  a jak jest nim z powołania to jestem za wywózką za Mur. Pozostaje tylko zakasać rękawy i zabrać się za wychowanie najmłodszych tak, aby ich kłótnie za paręnaście lat były na argumenty, a nie inwektywy. W ostateczności niech mają w sobie wiejską błękitną krew, ale niech nie wychodzi ona poza struny głosowe i gesty. Tego przynajmniej życzę mojej córce…

Dostaliśmy wolność i nie traktujemy jej z należytym szacunkiem. I nie chodzi mi o sytuację polityczną, bo to zupełnie inna kwestia. Dostaliśmy wolność i wydaje się nam, że możemy zrobić z nią dosłownie wszystko, a tak przecież nie jest. Celebrując tą wolność pozwalamy, aby na kolejnym rogu stawał książę ze wsi i bezmyślnie pluł jadem dla naszej rozrywki…

 

 

 

Inline
Inline