Kamilowski Menu

Permalink:

Klasyczne komedie na wieczór (lata 80te)

klasyczne komedie na wieczór

Nie jestem kinomanem jak Raczek, Zwierz, czy też pan Artur, ale nie da się ukryć, że wiem co dobre (przynajmniej dla mnie). Gust mam klarowny i lubię w miarę czyste formy bez udziwnień… no dobra, udziwnienia nie są złe. Oby tylko nie przesadzały. Oprócz tego, że wychowała mnie matula + dziadkowie to dużym echem w mojej głowie odbiły się filmy. Do dziś nie zapomnę jak płakałem w poduszkę, bo mama nie pozwoliła mi obejrzeć do końca „Konwoju” twierdząc, iż to film nie dla mnie. Jak ona mogła to powiedzieć 4 letniemu dziecku bez internetu? Whatta shame. W każdym razie konwój jak konwój, ale za smarka uwielbiałem komedie z którymi obecnie mam wielki dylemat (mało ciekawych obrazów…). One ukształtowały po części moją osobowość, a tym samym poczucie humoru. Dlatego też zapraszam cię na 10 klasycznych komedii, która są idealne na wieczorową porę, a powstały w latach 80tych.

Klasyczne komedie na wieczór

nic nie widziałem1. „Nic nie widziałem, nic nie słyszałem”

reż. Arthur Hiller (1989)

Gdy ślepy opowiada głuchemu o kolorach. W głównych rolach Richard Pryor (ten co nie widzi) oraz Gene Wilder (ten co nie słyszy), a w tle uwielbiany obecnie przez szeroką gawiedź Kevin Spacey, który najprawdopodobniej obecnie jest zażenowany z okazji czarnego wąsa. Czy można śmiać się z niepełnosprawności i czy taki film w obecnych czasach miałby rację bytu? A może jest to właśnie oswajanie z niepełnosprawnością? Jeden z tych głosów, który mówi, że nie ma różnic między nami, tylko niektórych spotkało nieszczęście? Każdy odbiera to indywidualnie, ale ja nie ukrywam, że oglądałem ten film pod kątem czysto rozrywkowym. Film Hillera to kryminalna komedia omyłek, która bawi do rozpuku. Cięte niczym brzytwa żarty Pryora są bezbłędne, a gdy Wilder będzie włamywał się do domu będziesz ronił łzy… Uwielbiam! No i moja wielka miłość Joan Severance!

nieoczekiwana2. „Nieoczekiwana zmiana miejsc”

reż. John Landis (1983)

Eddie Murphy, Dan Aykrod oraz Jamie Lee Curtis. Dwóch zdziwaczałych, aczkolwiek obrzydliwie bogatych bankierów postanawia się założyć o jednego dolara co się stanie z bogatym kiedy zabierze mu się wszystko oraz jaki będzie efekt, gdy z biedaka zrobi się milionera. Jest to przekomiczna opowieść z morałem (karma istnieje!), która nie ma prawa się zestarzeć i mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na genialny pomysł zrobienia nowej wersji. Świetne role Eddiego i Dana oraz seksowna w tamtych czasach pani Curtis. Na Wikipedii znalazłem informację, że ten film zarobił ponad 90 milionów dolarów. Ile produkcji komediowych w obecnych czasach możesz poszczycić się takim wynikiem? Inna ciekawostka, którą wyczytałem w wywiadzie z Landisem, że główne role miał zagrać Pryor i Wilder… czyli ci sami co film numer jeden na powyższej liście.

szpiedzy 3. „Szpiedzy tacy jak my”

reż. John Landis (1985)

Dan Aykrod po raz drugi i Chevy Chase po raz pierwszy. Najgorsi agenci wywiadu konrta KGB. Głupota w pełnej okazałości, ale za to ze smakiem i cudownym stylem z lat 80tych. Szczerze nie wiem czyja rola jest lepsza. Chase jest bezbłędny podczas ściągania na testach i KAŻDY powinien od niego czerpać wzorce. Majstersztyk. Chemia między Aykrodem z Chasem jest na pewno o poziom wyżej niż z Murphym i dziwne jest, że później już nie spotykali się na planie filmowym. „Spies like us” to typowa komedia pomyłek w bardzo sympatycznej tonacji. Nie jest to może produkcja, gdzie pokładałem się ze śmiechu jednak przewijałem mojego VHSa chyba z 10 razy dla tego filmu, aby obejrzeć to dzieło ponownie. Trzeba pamiętać, że czasy prehistoryczne miały to do siebie, że wybór filmów nie był zbyt duży, ale na szczęście te lata obfitowały w mnogą ilość perełek.

wakacje4. „W krzywym zwierciadle: Wakacje”

reż. Harold Lamis (1983)

Patrzę na okładkę tego filmu i jestem lekko przerażony. Co łączy Chavy Chase i Conana? Jeden i drugi przynosi serie nieszczęść z tą drobną różnicą, że Conan innym, a Clark Griswold sobie i swoim bliskim.  „W krzywym zwierciadle Wakacje” pomimo, iż jest komedią to jednocześnie spokojnie może trafić na półkę z filmami katastroficznymi. I nie chodzi o to, że fabuła to katastrofa. Nią jest cała rodzina Griswoldów. Od początku do końca filmu nic im się praktycznie nie udaje i nie wiadomo skąd się bierze optymizm u głównego bohatera. Nie ukrywam, że z wielką przyjemnością oglądam zmagania Clarka, który z ogromnym zaangażowaniem stara się sprawić, aby jego rodzina dotarła do celu czyli Parku Wallego. Na szczególną uwagę zasługuje Eddie, który jest kuzynem głównego bohatera. Wszystkie sceny z nim są tak idiotyczne, że aż śmieszne. Film zdecydowanie dla całej rodziny!

akademia5. „Akademia Policyjna”

reż. Hugh Wilson (1984)

O „Akademii policyjnej” można napisać, że nie śmieszy. Można też napisać, że „Ave Cezar” jest zabawnym filmem. Wszystko zależy od gustu. W latach 80tych Akademia Lassarda biła rekordy popularności, a dla małego kajtka, którym wtedy byłem, ten film to ikona komedii tamtych czasów. Uwielbiałem wszystkie części aż do 6. Moja ocena na pewno nie jest obiektywna, gdyż naszpikowana jest sentymentem i nostalgią dotyczącą młodości. Do dziś bawi mnie motyw „Błękitnej Ostrygi”, efekty dźwiękowe Jonesa czy też nawiedzony styl bycia Tackleberrego. Jest w tym wszystkim trochę kiczu i tandety, ale pomimo to ma ona sympatyczny posmak. Gagi dotyczące pastwienia się na kapitanem Harrisem czy porucznikiem Mauserem zawsze będą wzbudzać w mnie współczucie. „Akademia Policyjna” to nie jest to inteligenta komedia, ale ile takich powstawało w latach 80tych? Ile powstaje ich dzisiaj?

k96. „K9”

reż. Rod Daniel (1989)

Uwielbiam ten film o upartym detektywie i jeszcze bardziej zawziętym owczarku niemieckim. To takie starcie dwóch samców alfa z różnych bajek, a z czasem świetna historia o przyjaźni pomiędzy człowiekiem, a psem, która bawi i wzrusza. Fabuła filmu jest przewidywalna, aczkolwiek nie ma to żadnego wpływu na efekt komediowy o który dba James Belushi (jak dla mnie jest wielki aktor komediowy i bardzo mi szkoda, że jest tak niedoceniany). Końcowa scena w szpitalu to najlepsza interakcja pomiędzy psem, a człowiekiem w historii kina. I właśnie dzięki tej scenie owczarek otrzymał psiego oskara (a przynajmniej powinien jeżeli takowe by przyznawali).

interkosmos7. „Interkosmos”

reż. Joe Dante (1987)

Główny bohater nie z własnej woli opuszcza wojsko, a w międzyczasie zostaje porzucony przez dziewczynę. Nie mając woli życia na ochotnika poddaje się eksperymentowi w wyniku, którego zostaje zmniejszony i trafia do organizmu Jacka Puttera. Brzmi jak sci fi? To jest sci fi. A skoro mamy rok 1987 tzn, że nie będą to efekty specjalne rodem z nowych gwiezdnych wojen. Kiedyś może było zajebiście, ale teraz razi po oczach. Nie zmienia to faktu, że jest to zabawny film sci fi z elementami romansu i thrillera. Kino dla całej rodziny, które przechodzi próbę czasu – no dobra, efekty specjalne trochę męczą oko. Genialna rola Martina Shorta, który zazwyczaj doprowadza mnie do białej gorączki. Dziwne jest, że pomimo wsparcia Spielberga ten film nigdy nie był hitem i nie zarobił tyle ile powinien. W każdy razie gorąco polecam!

kosmiczne jaja8. „Kosmiczne jaja”

reż. Mel Brooks (1987)

O Melu Brooksie można napisać dużo. Król absurdu, wariat fantasta, mistrz parodii. Reżyser takich dzieł jak „Milczenie baranów”, „Robin hood – faceci w rajtuzach”, „Historia świata” czy „Płonące siodła”. Będąc dzieckiem uwielbiałem jego filmy, a „Kosmiczne jaja” darzyłem największym uczuciem (i mam gdzieś jak to brzmi!). Uwielbiałem ten wielki hełm pseudo Vadera, Jogurta czy też Barfa w którego wcielił się nieżyjący już John Candy. Niektóre motywy w tej komedii rzucają na kolana jak chociażby scena z przeczesywaniem pustyni wielkimi grzebieniami czy motyw z przewijaniem taśmy. Ten film momentami ogłupia, ale w tym ukryta jest jego sztorc.. znaczy moc. Obowiązkowa produkcja dla fanów „Gwiezdnych Wojen”, chociaż i fani „Obcego” też coś znajda dla siebie.

rybka9. „Rybka zwana Wandą”

reż. John Cleese (1988)

Jedna z lepiej napisanych, zagranych i wyreżyserowanych komedii. Majsterszyk! Zwłaszcza rola Palina zasługuje na wielką pochwałę. John Clesse, który w dużej mierze jest odpowiedzialny za ten film nie bombarduje widza tonami monty pajtonowski absurdów, a w zasadzie tylko delikatnie się o nie ociera. Uwielbiam, lubię, szanuję. Według mojego gustu to jedna najlepszych komedii jakie do tej pory powstały. I może to nie ma nic wspólnego z jakością filmu, ale wydano na niego 7,5mln dolarów, a zarobiono prawie 200mln. Dobry biznes?

blues brothers10. „Blues brothers”

reż. John Landis (1980)

John Landis po raz trzeci. Król lat 80tych i wszystko zaczęło się właśnie od tego filmu. Genialna rola starszego z braci Belushich wśród epizodycznych ról wielkich gwiazd bluesa. No właśnie, blues, który towarzyszy tej produkcji powoduje niebywały i jedyny w swoim rodzaju klimat. Będziesz wybijał rytm nogą, śmiał się w głos i tracił oddech. Ten obraz to dzieło kultowe, którego być może młode pokolenie nie zrozumie, ale na pewno powinno obejrzeć. O kultowości pisze się bardzo trudno, gdyż jej trzeba doświadczyć.  Dodam tylko, że w komedii Landisa wziął między innymi udział Steven Spielberg i Carrie Fisher.

fot. źródło

Inline
Inline