Kamilowski Menu

Permalink:

Margines błędu

animals-birds-owl-fauna

Błądzić jest rzeczą ludzką, zaś diabelską trwać w nim na wieki. Tak brzmi mądre indiańskie powiedzenie. Od zarania dziejów potykamy się, przewracamy i upadamy. Zarówno wysokie szczeble społeczeństwa jak i te trochę niższe mają skłonności do omyłek, a tym samym wybierają empiryczną drogę do stania się człowiekiem doświadczonym. Jednak wraz ze wzrostem liczby w kalendarzu, poziom zdziwienia sowy ze zdjęcia rośnie, gdyż nie może pojąć dlaczego ludzie wymagają bycia bezbłędnym. Dziwi się i dziwi.. i źrenice jej rosną, gdy ten wymóg perfekcji jest jednostronny. Naszą codzienność widzimy zero-jedynkowo, gdzie margines błędu jest niepożądany. Sami sobie nie zostawiamy przestrzeni na pomyłki i z wielką chęcią, w różnych postaciach, wytykamy je palcami. Tym samym zapędzamy się w kozi róg… Czemu nie potrafimy przyznać się do błędu?

Wiesz, że mylimy się praktycznie co chwila? To co krąży po naszych synapsach nigdy nie oddaje rzeczywistości takiej jaką jest naprawdę, a tym samym nasza prawda to gówno prawda. Zazwyczaj. Ale już bez mędrkowania. Każdy z nas uwielbia swoje przekonanie co do posiadania racji i często nie dopuszcza do siebie myśli, że może się mylić, a tym samym popełnia błąd. Spróbuj np podważyć mój pogląd, że Shaq był najlepszym centrem w NBA, albo że moja córka nie jest mistrzynią świata. Myślisz, że dasz radę? O ile w tym pierwszym punkcie jest cień szansy, tak w drugim NIE MASZ SZANS! Problemem ze zmianą przekonań jest nie tyle rozum, a jego brak. Ok, to nie właściwe wyrażenie. Nie jego brak, a emocje co wybuchają jak wulkan. Kogo z nas nie irytuje fakt, że ktoś wypowiada się wbrew naszym poglądom na życie? Wbrew naszym długoletnim przekonaniom i wierzeniom. I pomyśl ile czasu mija zanim zmienisz zdanie i czy jest szansa, że dzieje się to z minuty na minutę? Ja np. chwilę potrzebuję. Dłuższą chwilę.

I nie ma wybacz dla tych co się mylą! Już nawet jak piszę to zdanie to palce mi drżą na klawiaturze. Przeraża mnie radykalizm, kategoryczne stwierdzenia i opinie, które kończą się brutalną kropką. Odpychają mnie hełmogłowe poglądy wsparte wąskim postrzeganiem świata. Taką przypadłość ma często starsze pokolenie, chociaż i 11 listopada młodsze wersje też potrafią wypełzać na ulice. Taką skłonność do „Ja wiem lepiej”, ale w wersji soft, mają też często nasi rodzice, którzy z lubością przedstawiają swoje racje. O ile potrafią zrozumieć, że mieli w przeszłości swoją szansę na wyszlifowanie diamentów (#Shin‚ bright like a diamond) to jeszcze wszystko w porządku. Problem się pojawia, gdy chcą przejąć kierownice wychowawczą nad naszymi dziećmi…

„Najczęstszy ludzki błąd – nie przewidzieć burzy w piękny czas.”

Dawno dawno wymyśliłem sobie, że fajnie by było być mądrym człowiekiem. Nie wiem, czy nawet przy 90 roku życia mi się to uda, ale się staram. Dlatego też jakiś czas temu wyposażyłem swój światopogląd w margines błędu. Ten prosty zabieg, który niestety czasami sprowadza wiele wątpliwości, pozwala mi być bardziej wyluzowanym człowiekiem. Nie stresują mnie już ludzie próbujący swoimi poglądami wejść mi na głowę. przede wszystkim jednak nie przejmuję się również faktem, że wczoraj w jakimś punkcie się myliłem, bo dziś wiem, że jestem na dobrej drodze. Ewentualnie jutro ktoś mnie wyprostuje… i wrócę do tego co było przedwczoraj lub odnajdę jeszcze inną ścieżkę.  Jak to powiedziała Niewiadomska:

„Nie boję się popełniania błenduf!”

Margines błędu ma również znaczenie wychowawcze. Inaczej nie byłbym sobą, gdybym nie dotarł do tego punktu. Drogi rodzicu, nie musisz przyznawać mi racji (tak, biorę cię pod włos), ale czasami pozwól sobie na gafy wychowawcze. Oczywiście nie za duże, bo nikt nie chce mieć kuratora sądowego za drzwiami, ale jakieś takie minimalistyczne są wskazane. Odejdź od tego rygoru i przypomnij sobie jak byłeś/aś brzdącem i rodzice dawali ci święty spokój. Nie było wtedy pięknie? Te chwile, gdy schodziła z ciebie para, a musztra odchodziła na drugi plan. Czasami przerażają mnie obrazy dzieci wspaniale poukładanych przez swoich wspaniale poukładanych rodziców. I nie chodzi mi tylko o skrajności wychowawcze urastające do miana strażników więziennych. Nie jesteś złym rodzicem jeżeli czasami pozwolisz dziecku później pójść spać, dłużej pozwolisz posiedzieć przed telewizorem, czy raz na jakiś czas pozwolisz spóźnić się na pierwszą lekcję do szkoły. Nie czyń tylko z tego codzienności, a wszystko będzie w normie. Ile sam byś dał, by móc o godzinę skrócić dzień w pracy?

Nie bój przyznać się do błędu.

Nie jest wstydem powiedzieć swojemu dziecku, że się czegoś nie wie lub w czymś się myliło. Nobody is perfect! O brakach w naszej doskonałości lepiej się dowiedzieć od rodzica, niż w brutalny sposób od nauczycielki matematyki. Tak, tak, piszę o sobie. Moja mamuśka zawsze mi mówiła, że ze mnie taki cudawianek, a jak w 4 klasie podstawówki dostałem pierwszą ocenę dobrą to płakałem pół dnia… Powiesz żenada, a ja powiem, że takie są fakty. Kryzys potem miałem przez cały tydzień! A po co się rozczarowywać? Mówienie o swoich błędach jest zdecydowanie najlepszą drogą do nauczenia dziecka szacunku. Uczy zdrowego dystansu do siebie, szczerości i poznania swojej wartości. Wychodzę z założenia, że lepiej twardo stąpać po ziemi niż potykać się o marzenia.

Jest jeszcze jedna rzecz. Mówienie o własnych błędach zbija z tropu i WYCZERPUJE TEMAT. Jego nie da się już drążyć, a tam samym np. upokorzenie jest chwilowe i nie da się go rozgrzebać. Wyobraźmy sobie, że fryzjer robi nam kosmos na głowie. Co powiesz w pracy, na studiach czy w szkole? Jeżeli się kryjesz i panikujesz, to wredne jednostki to wyczują i będą się pastwić ile wlezie. W sytuacji gdy sami mówimy, że „coś się spieprzyło” wszyscy po chwili przejdą do porządku dziennego. Gdy sami akceptujemy niedoskonałość inni idą naszym śladem. Zazwyczaj.. Naucz tego swoją pociechę, a uniknie wielu upokorzeń. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo jedynie tą drogą testowałem na swojej osobie i wyszło całkiem nieźle. Jak to mówił mój profesor socjologi: „Lepiej usłyszeć słowa krytyki od samego siebie, niż z cudzych ust”

I na koniec myśl mało pedagogiczna. Pozwólmy sobie na błędy, gdyż będziemy mieli za co wypić… 😉

zdjęcie: źródło

Inline
Inline