Kamilowski Menu

Permalink:

Mieć pasję, czyli człowiek zrodzony z namiętności.

mieć pasje

Mieć pasję i być człowiekiem z niej zrodzonym. Człowiekiem, który narodził się by brać z życia pełne garści. Taki, który został porwany przez wir emocji i wrażeń. Taki, który połknął bakcyl namiętności i przeszywają go dreszcze na samą myśl o jego pasji. To jest miłość, która ma różne imiona, a wszystko zależy jedynie od tego o kim mówimy. Czy każdy może być człowiekiem powstałym z pasji? Czy bakcyl namiętności może być wielosmakowy?

Mieć pasje.

Kilka dni temu miałem okazję rozmawiania z kobietą, która jest kierownikiem działu bezpieczeństwa w jednym z dużych sklepów. I dawno już z taką przyjemnością nie słuchałem kogoś opowiadającego o swojej pasji, a w tym przypadku miłości do szpiegowania/ bycia detektywem/ bycia psem tropicielem. Było coś niebywale ujmującego w tej ogromnej energii i zapomnieniu o otaczającym świecie. Liczyła się tylko konspiracja i inwigilacja, czyli akcja typu spy vs spy i kto jest lepszym agentem. Brzmi to może paradoksalnie, ale ten entuzjazm z bycia Szerlokiem Holmsem czy det. Monkiem był zaraźliwy. Aż chciało się krzyknąć „Karamba!”.

Posiadanie własnego świata w głowie jest niczym błogosławieństwo,wielki dar. Taki nasz własny świat, który został stworzony z pragnień, marzeń i ambicji. Pamiętam takie czasy. Kiedyś usłyszałem „Hip hop hooray”, a chwilę później wiedziałem, że to jest muzyka mojego życia. Moje postrzeganie się zmieniło, jakby coś krzyknęło w mej głowie EUREKA! Nastąpiło olśnienie, chociaż te dźwięki są proste jak budowa cepa. 7 lat później ta muzyka stała się moim życiem, a ja byłem niczym w ciągu przez kolejne 5. Pamiętam jak śniły mi się słowa, jak jeżdżąc tramwajami pisałem na kolanie. Czasami przez to gryzdanie wysiadałem nie na tym przystanku co trzeba. I dzięki hip hopowi miałem jakiś kolegów i było ich więcej niż palców u jednej ręki, co w związku z moją antyspołeczną ideologią było czymś wyjątkowym. Ile godzin potrafiliśmy przegadać na temat hip hopu.. I było w tym coś niezwykłego, że wyjeżdżając w jakieś nowe miejsce w kraju trafiało się na osoby, które widziałem po raz pierwszy, a jednak wrażenie, mówiło że znamy się już kilka lat. Ale to było 15 lat temu..

Dziś pasje, a jutro zainteresowania.

Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią swoje wielkie pasję przekuć na życiowy sukces. Mi się nie udało. Ale spokojnie, to nie jest tak, że rozpatruje swój los w kategorii porażki. Za wielkie szczęście uznaje to co przytrafiło mi się później. Tu też wyrasta pytanie: Czy rodzinę można rozpatrywać w kategorii pasji? Czy życiowa partnerka/partner i dzieci można nazwać pasją? Czy jest to już złe definiowanie tego pojęcia? Jak najbardziej może być przecież tak, że z braku jakiegokolwiek hobby takowym nazwiemy jedzenie pizzy w domu, czyli coś zwyczajnego/przeciętnego podniesiemy do rangi na jaką nie zasługuje. No i właśnie, czy czymś takim jest właśnie rodzina?

Najsmutniejsi ludzie, jakich w życiu spotkałam, to ci, którzy nie interesują się niczym głęboko. Pasja i zadowolenie idą ze sobą w parze, a bez nich każde szczęście jest wyłącznie chwilowe, nie ma bowiem bodźca, który by je podtrzymywał. Nicholas Sparks

Skoro nic nas stale nie napędza to wpadamy w czarną dziurę desperacji. Brak zainteresowań może spowodować, że wykoleimy się z naszych związków czy też praca stanie się zbyt dużym ciężarem. Myślę jednak, że rodzina to za mało. Jak najbardziej można ją nazwać pasją, ale potrzebujemy innej związanej z samorealizacją. I jest to związane z czynnikiem, którego bardzo nie lubię, a zwany jest egoizmem. Każdy z nas musi mieć taki fragment przestrzeni, który będzie tylko jego. Pole do popisu jest przeogromne. Od sportu do szydełkowania, poprzez wyprawy w Andy. Czemu o tym wszystkim piszę? Ta kobieta z drugiego akapitu przypomniała mi, że czasami odczuwam deficyt zapomnienia w tym co robię i jakie to było wspaniałe uczucie… Robić coś z samej potrzeby. Teraz sobie przypomniałem moją rozmowę z Romualdem Koperskim. Tak to już jest, że tam gdzie pojawiają się jakieś nieszczęścia, to mam okazję pojawić się ja. Tym samym moja linia życia jak i ta pana Koperskiego miały okazję się przeciąć. Początkowo nie miałem pojęcia kim jest ten człowiek. Ale jego historie o lotnictwie, muzyce, a zwłaszcza o tym jak przejechał samotnie Syberię w 1994 udowadniają czym jest wielka siła marzeń i pasji. To dzięki niemu właśnie zobaczyłem czym jest camper i że jak się kiedyś postaram, to może ponownie poczuję się jak ten 20letni ja? Tylko czy jest możliwe by dojechać camperem do Nowej Zelandii przez Japonię?

Warto też pamiętać, że człowiek bez pasji skutecznie uśmierca swoją duszę…


fot. źródło

Inline
Inline