Kamilowski Menu

Permalink:

Motorniczy z Poznania, czyli kiedy powiem sobie dość

motorniczy z poznania

Motorniczy z Poznania jeszcze kilka dnia temu był bohaterem nagłówków gazet i jednym z bardziej nietypowych njusów w programach informacyjnych. Czy zasłużył na tą chwałę? Oczywiście! W moich oczach ten człowiek urasta do miana symbolu społeczeństwa pracującego, które wykończone jest przez upierdliwych petentów, wkurzających klientów czy też mało rozumnych interesantów. Moim zdaniem ten człowiek zasługuję na pomnik, a w czasach kiedy decyzja o ich budowie następuje bez głębszej refleksji to te zasługi liczy się podwójnie. Nie wiem jak motorniczy z Poznania ma na imię, ale niech to będzie np. Bohdan. I gdy już taki pomnik by powstał pod stopami byłaby by tabliczka z napisem „Kiedy powiem sobie dość!”

Motorniczy z Poznania

Oglądając krótki reportaż o Bohdanie zastanawiałem się czym jeszcze uraczy nas jeszcze życie? Chwilę później zacząłem dumać czy praca motorniczego jest aż taka stresująca? Co ma przecież powiedzieć ratownik medyczny, nauczyciel w liceum publicznym, czy też urzędnik pocztowy.. no ok, ostatni przykład nie jest chyba trafiony. W każdym razie pan Bohdan jeździ tylko do przodu, przygląda się torom, aby były proste i musi uważać by drzwiami nie przyciąć niesfornego dziecka czy cierpliwego staruszka. Tyle. W ostateczności wkurza się, że nie ma drobnych by wydać pasażerowi lub nie potrafi wytłumaczyć wycieczce z Japonii, że tramwajem na molo w Sopocie to nie dojadą. Ta praca jest monotonna, ale nie może, aż tak frustrować, by zabrać drugie śniadanie i iść do domu. Podejrzewam, że Bohdan miał jakiś większy problem, ale co w sytuacji nie jadącego tramwaju ma powiedzieć np. Marcin, ojciec dwójki bliźniaków, który chce wrócić szybko do domu by przygotować obiad i sprawdzić, czy dzieci odrobiły lekcję? Frustracje rodzą frustracje… W Niemczech w 2013 roku został zatrzymany mężczyzna, który jadąc autostradą strzelał z broni palnej do przejeżdżających obok pojazdów. Może faktycznie lepiej wysiąść i pójść sobie w siną dal zanim zrobi się coś głupiego?

Gdybyśmy wszyscy się obrażali.

Wyobraź sobie, że kupiłeś sobie buty w CCC. Chodzisz w nich dzień, tydzień i zaszalejmy, bo nawet miesiąc. I pech chciał, że rozkleiła ci się podeszwa. Nauczony doświadczeniem i wsparciem Rzecznika Praw Konsumenta dobrze wiesz, że masz prawo do reklamacji. Przekonany swoich racji z zepsutymi trzewikami idziesz do miejsca zakupu, a tam dziewczyna Bohdana pod nosem pomrukuje „Chrzanię to! To już kolejny dzisiaj!”, a następnie zakłada palto (bo pada), przewiesza swoją torebkę Gucciego przez ramię i idzie w świat. I to samo ciebie spotyka w piekarni, w przychodni czy też na komisariacie. Każdy z osobna powołuje się na klauzulę sumienia i życia zastyga błogim lenistwie. W punktach sprzedaży pusto, w placówkach państwowych pusto, a jedynie plaże i ogródki działkowe wypełnione rozpalonymi grillami. Mamy dość!

Egzystencjalne cierpienie.

Nie da się ukryć, że jesteśmy narodem umęczonym. Gdzie nie spojrzysz tam trawa jest bardziej zielona niż ta pod naszymi stopami. Oczywiście zapominasz, że rzucasz cień na trawę na której stoisz, ale co tam. Bezrefleksyjne porównywanie się z innymi przy wyłączeniu ambicji staje się pogonią za iluzją, a tym samym jedną z przyczyn gorzkich żali. Kolorowe magazyny, social media, telewizja, reklamy mówią nam jak wygląda szczęśliwe życie i jedyny właściwy kurs to ten które one nam wyznaczają. W rzeczywistości widać jednak spory dysonans między tym co jest nam oferowane / podtykane pod nos, a tym czego naprawdę nam potrzeba. Nie wiem jak Ty, ale widzę po sobie, że mi starczy coś zjeść, przytulić się do żony, uśmiech córki, dach nad głową i trochę kultury. I jestem szczęśliwy. Wszystko inne jest zbędne tylko nieszczęśliwie co jakiś czas trafiam na orbitę pustych pragnień i nawet nie wiem z jakiej to się dzieje przyczyny. A konfrontacja z pragnieniami nie należy do najłatwiejszych. Zaś dyskomfort psychiczny wynikający z różnic pomiędzy stanem zastanym, a wyobrażeniem jak powinno być potrafi mieć spektakularne rozmiary i wywoływać różne efekty. Być może to właśnie spotkało pana Bohdana?

Ostatnio czytałem u pani Iwony (klik klik) o dzieciach, które wiedzą więcej niż dorośli. I tak myślę, że jak piękne jest ich życie nie zmącone frustracją za którą odpowiedzialni jesteśmy my, dorośli. W dzieciach jest tylko zaufania, naturalności i szczęścia, które mętnieje przez nasze zestawienia, porównywania z innymi i cichy (bądź głośny i wyraźny) nakaz bycia lepszym. I tak krok po krok, rok po roku te dzieci stają się naszymi wiernymi kopiami dla których frustracja to chleb powszedni. Dodam, ze bochenek jest czerstwy i łatwo sobie na nim połamać zęby.

Już to raz napisałem, ale powtórzę. Może to co zrobił motorniczy z Poznania to właściwa droga? Lepiej chyba trzymać grunt pod nogami i wycofać się zanim eksplodujemy złością. A w przypadku nietypowego charakteru naszej pracy być może ktoś o nas napisze i będziemy mieli kilka minut sławy niczym pan Bohdan?

A dodam tylko, abyś nie czuł się skrępowany  i spokojnie może wcisnąć LIKE na moim profilu FB. Spokojnie, nie wywołam w Tobie żadnych frustracji:)


fot. źródło

Inline
Inline