Kamilowski Menu

Permalink:

Najlepsze seriale 2016 – wiosna

najlepsze seriale 2016

Najlepsze seriale 2016 – wiosna. Dni coraz dłuższe, jednak czasu jakoś tak mniej. Z racji tego, że czas trzeba szanować pozwól, że podam Ci na tacy kilka seriali na których warto zawiesić oko tej wiosny. Dodam tylko, że żadna z niżej wymienionych produkcji nie przekracza 13 odcinków i nie należy do paskudnego gatunku zwanego proceduralem (czyli każdy odcinek to inny wątek i nie są one w żaden sposób ze sobą powiązane). Oczywiście nie poruszam tematu „Gry o tron”, która zadebiutuje pod koniec kwietnia, gdyż to wie chyba każdy, kto jest zainteresowany serialami. Nie przedłużając, zapraszam do krótkiej lektury.

NAJLEPSZE SERIALE 2016 – wiosna

01. „Colony”

colony Z wielką przyjemnością obejrzałem ten serial, chociaż trudno określić tym mianem 10 odcinków, którymi dzieli się z widzem stacja USA Network. Dla mnie jest to bardziej prolog do właściwej opowieści, która nastąpi dopiero w przyszłym roku. Akcja osadzona została w Los Angeles, które znajduje się pod okupacją nieznanych sił. Już na początku możemy zobaczyć, że całe miasto oddzielone jest od reszty świata wielkim murem. Wewnątrz panuje w miarę normalne życie, jednak kontrolowane jest przez nową władzę. Historia rozwija się powoli, krok po kroku i są bardzo powolne ruchy. Jednak na chwilę obecną jest ona bardzo spójna i logiczna. Multum wątków, które intrygują i stanowią świetną przystawkę do głównego dania, które niestety nie wiemy jak będzie wyglądało. Brak patosu, napompowanych bohaterów oraz realności rodem z „Arrow”. Aktorsko średnio, ale to nie jest dramat obyczajowy tylko serial akcji. W rolach głównych Josh Holloway znany z „Zagubionych”, Sarah Wayne Callies z „Prison Break” i „Żywych trupów” oraz Peter Jasobson. Pani Sarah momentami irytuje i stanowi żeńską wersję Nicholasa Cage`a, ale da się oglądać. Jak dla mnie dobre 7/10 i pobudzony apetyt na przyszłość.

02. „Lucifer”

lucyferDiabeł ma już dość pastwienia się nad grzesznikami. Przybiera ludzką postać i staje się zwykłym śmiertelnikiem z odrobiną mocy, czyli „Powiedz mi czego tak naprawdę pragniesz?”. W rolę Lucka wciela się Tom Ellis, który wypełnia swoje zadanie idealnie z tym swoim brytolskim akcentem. Pozostałe postacie są albo zbyt sztuczne albo bez wyrazu co momentami męczy, ale nie jest to pigułka, której nie da się przełknąć. W chwili obecnej jestem na 8 odcinku i żywię nadzieję, że „Lucyfer” nie stanie się zwykłym proceduralem, gdyż wygląda to tak, jakby scenarzyści stanęli na rozdrożu i nie wiedzą jaką drogę obrać. Mam mieszane uczucia co do tego serialu. Momentami jest komicznie, bezczelnie i intrygującą, by po chwili fabuła skręciła na manowce i jedynym ‚oparciem’ jest brak logiki i sensu, w co wplątuje się duża doza infantylności. W tego typu filmach można naciągać pewne rzeczy, ale bez przesady. Tak jakby za tę produkcję były odpowiedzialne dwie osoby z czego jedna nie ma pojęcia co robi. To co jest najbardziej intrygujące to przedstawienie Lucyfera, nie jako anioła upadłego, a odesłanego do pełnienia najgorszego z obowiązków, czyli pilnowania piekła. Związane z tym rozterki są ciekawym spojrzeniem na tę tematykę, jednak bez dobrego rozrysowania fabuły będzie bardzo łatwo zepsuć ten wątek. Zastanawiam się też do jakiego koszyka wrzucić ten serial, gdyż zawiera motyw kryminalny, komediowy, ale także i fantastyczny (jak np. wątek z anielskimi skrzydłami). Zobaczymy co przyniesie przyszłość, ale na chwilę obecną mocne 6/10.

03. „American Crime Story: OJ Simpson

oj simpsonGdy byłem dzieckiem kochałem „Nagą broń”. Był to film, który wywoływał u mnie spazmy śmiechu. Dosłownie się od niego dusiłem. Potem dorosłem… Kiedyś zupełnym przypadkiem dowiedziałem się, że w tym filmie grał słynny OJ Simpson, czyli były futbolisty amerykański, który jeszcze bardziej zasłynął dzięki procesowi w którym został oskarżony o morderstwo swojej byłej żony oraz jej przyjaciela. I o tym jest ten serial, który opiera się na faktach. Historia rozpoczyna się w momencie kiedy policja odnajduje zwłoki Nicole Brown, a kończy wyrokiem ławy przysięgłych. Niby nic? Niech o skali tej historii świadczy fakt, że za nim OJ został zatrzymany, to goniły go chyba wszystkie patrole policji z Los Angeles, a sam pościg był transmitowany na żywo przez każdą stację telewizyjną. W tym czasie odbywały się Finały NBA i nikt długo się nie zastanawiał co ludzie chcą oglądać. Czy warto obejrzeć? Jeżeli ktoś ma ochotę na świetnie skonstruowany przez życie dramat obyczajowy to polecam. Aktorsko bardzo znane nazwiska z Johnem Travoltą, Cuba Gooding Jr, David Schwimmer czy Sarah Paulson na czele. Na uwagę głównie zasługuje to ostatnie nazwisko oraz sam Cuba, który mam nadzieję wróci do dobrego aktorstwa. I wiem, że to nie miejsce i czas, ale tylko ta twarz Travolty strasznie kole w oczy. Patrząc na niego się zastanawiam czy chirurg plastyczny zrobił mu taką krzywdę czy też rola wymagała takiej zmiany. A czy OJ zabił to każdy musi uznać wg własnego przekonania. 8/10.

04. „Bosch”

boschO tym serialu powiedziała mi kiedyś Yzoja. Zainteresowany zacząłem grzebać po internecie, aby zasięgnąć informacji o tym tasiemcu i dowiedziałem się między innymi, że jest oparty na prozie Michaela Connelly’ego, który w Stanach jest rozchwytywany. W końcu zupełnym przypadkiem na kanale 13 Ulica natrafiłem na pierwszy sezon, który zaintrygował od pierwszego odcinka. Historia opowiada o losach doświadczonego detektywa Harrego Boscha, który prowadzi śledztwo dotyczące morderstwa 13 letniego chłopca. Jest to typowy kryminał policyjny w mrocznym i posępnym klimacie. Brak taniego moralizatorstwa i liczne nawiązania do noir`owej stylistyki sprawiają, że serial wyróżnia się z szeregu bezpłciowych produkcji. Można by nawet się pokusić o stwierdzenie, że jest to młodszy brat „True Detective” z mniejszym budżetem i trochę słabszymi aktorami. Wiadomo, zaś że pierwszy sezon „Detektywa” należy już do kultowych, więc i „Bosch`em” można się zadowolić. Główną rolę gra Titus Wlliver („Lost” „Good Wife”), który być może nie jest aktorem pierwszoligowym, ale wierzę, że i jego czas jeszcze przyjdzie. Dobre 6/10.

Więcej informacji znajdziesz na blogu Lektura Obowiązkowa -> TUTAJ

05.  „Vikings” sezon 4

vikingsWikingowie to ciągle dobry serial, ale zmierzający w co raz to dziwniejszym kierunku. To co w „Grze o tron” jest wielkim plusem, czyli wielowątkowość, tak w opowieści o ludziach z północy jak dla mnie nie do końca się sprawdza. O ile z przyjemnością oglądam wątek w Kattegat i zmagania Lagerthy, tak sytuacja w Brytanii czy też Paryżu jest mało interesująca. W moim odczuciu wszystkie motywy ściśle niezwiązane z wikingami powinny być jedynie lekko zarysowane, a nie poświęcane im niemal połowę każdego z odcinków. Bohaterowie również nie fascynują jak kiedyś. Rollo zaczął korzystać z perfum, Ragnar podrywa Chinkę… trudno to zrozumieć. I może bluźnię, ale ja bym ich już uśmiercił i głównym bohaterem uczynił Bjorna i jego matkę, gdyż do tej pory to w nich jest największa iskra i potencjał. I to właśnie oni reprezentują surowość Wikingów, a za to polubiłem ten serial. Być może taki jest cel, aby uśpić widza i nakarmić go ciszą i spokojem, od czasu do czasu lekko zmieniając tembr napięcia.. tylko czemu to już trwa 5 odcinków? 6,5/10

06. „Daredevil” sezon 2

Z wielką przyjemnością oglądam współpracę Marvel`a z Netflixem. Pierwszy sezon Diabła z Hell`s Kitchen uważam za świetny. „Marvel`s Jessica Jones„, chociaż w zupełnie innym stylu, również zachwycała. Teraz drugi sezon „Daredevil`a” zupełnie nie odstępuje kroku swoim poprzednikom i również ekscytuje, a tym samym wysoko ustawia poprzeczkę nadchodzącemu 30 września Marvel`s Luke Cage. Osobiście najbardziej cieszyło mnie pojawianie się Punishera w którego wcielił się Jon Bernthal („Furia”, „Żywe trupy” czy też niedoceniona „Nasza klasa”), chociaż przy pierwszej scenie z Elektrą również zagwizdałem radośnie, ale już zupełnie z innych względów…

dare1A historia? Przede wszystkim nie jest oczywista. Nie jesteśmy w stanie odgadnąć, co będzie miało miejsce w kolejnych minutach. W powietrzu unosi się mistycyzm i nieprzewidywalność, co uatrakcyjnia odbiór tej produkcji. Można poczuć odwagę scenarzystów, którzy nie boją się podjąć ryzyka co do losów bohaterów. Ci zaś, co jest niezwykłe w tego typu opowieściach, zachowują się zazwyczaj logicznie (zazwyczaj, gdyż momentami zbyt łatwo niektórym przychodzi wybaczenie). Ich decyzje mają swoją racjonalne uzasadnienie i trudno zauważyć drogę na skróty. Po obejrzeniu pierwszych epizodów nie mamy nawet świadomości, gdzie kryje się zło, które w ostatnim odcinku musi pokonać główny bohater. Łamanie tej konwencji przychodzi Netflixowi zbyt łatwo.. Niezwykłe są sceny walki, a zwłaszcza ta odbywająca się na klatce schodowej oraz rozpierducha na terenie więzienia. Jednak te obrazy i tak stanowią tylko dopełnienie opowiadanej historii. Czystą esencją, która stanowi o istocie tego telewizyjnego arcydzieła to dialogi. Rozmowa między Diabłem, a Punisherem na dachu wieżowca oraz na cmentarzu czy też ta pomiędzy Murdockiem, a Fiskiem w więzieniu to kunszt scenarzystów.

I ten motyw niedomykania drzwi, którzy stosują twórcy. Te lekko otwarte furtki, które w przyszłości będzie można wykorzystać. Ten serial jest wyjątkowy! 9,5/10.

Do wyczerpującej recenzji zapraszam TUTAJ, czyli do Popkulturalnego Zwierza lub TUTAJ, czyli do NaEkranie.

 

Nie miałem okazji obejrzeć jeszcze „House of Cards” sezon 4, ale ma ponoć ogromny potencjał. Stracił jak dla mnie „Limitless” i stał się zbyt monotonny. Główny wątek zbyt wolno się rozwija, a druga bolączką, że serial nie iskrzy jak przy pierwszych odcinkach. Dla ultra fanów fantastyki MTV przygotowało „Kroniki Shannary”, ale jest to zbyt nierówny produkt, abym mógł go komukolwiek polecić.

fot. Netlix

Inline
Inline