Kamilowski Menu

Permalink:

Nie zagłaszcz kota, czyli przestrzeń w związku

przestrzeń w związku

Dobieramy się na różne sposoby. Po uczuciu, po portfelu, po pasjach, ze strachu czy też z rozsądku. I jaki powód by nie był, ważne byśmy byli razem szczęśliwi. To nasze wspólne szczęście potrafi zburzyć nie jeden mur przeciwności, a także umiejętnie każdego dnia daje kopa motywacji. Problem jednak w tym, że trzeba ciągle nad nim pracować i udoskonalać, gdyż niestety kaktus to nie jest i bez podlewania nie przeżyje. A gdy już jestem przy nomenklaturze roślinnej to oprócz podlewania, szczęście niczym wyjątkowy przedstawiciel flory potrzebuje specjalnych odżywek, nawozu i odpowiedniej gleby. Mój ojciec był florystą, więc wiem o czym mówię (i zabawne, bo z tym ojcem to nie kłamię). I paradoksalnie takim nawozem szczęścia w związku jest przestrzeń.

Półtora tygodnia temu wsadziłem córkę do pociągu i pojechała do babci. 150km od domu, czyli czas tylko dla mnie i dla żony. Pech chciał, że miałem na popołudniowe zmiany więc czas dla siebie mieliśmy jedynie w czwartek, bo w piątek małżonka spakowała manatki i uciekła za córką. Zostałem sam.. czyli całe łóżko moje, córka nie krzyczy co 5 minut, że chce skakać, mogę w salonie codziennie wieczorem obejrzeć głośno film (i to jaki chcę!), pies może spać na ogrodzie i nikt za nim nie płacze, biegam po lesie w tempie jakie sam sobie wymyśliłem, a nie do jakiego jestem zmuszony… no żyć nie umierać. Tylko mija pierwszy dzień i już mi czegoś brakuje, mija drugi i już wiem czego, a raczej kogo. Wiem jednak, że potrzebuję tego czasu dla siebie. Dzięki niemu mogę uporządkować swoje myśli, emocje i po prostu odpocząć. Po chwili zaś pojawia się we mnie uczucie zwane tęsknotą. Nie jest na szczęście zbyt radykalne, ale dobrze wiedzieć, że jestem do niego zdolny. I tak dzwonię do żony i przypominam sobie jak to kiedyś było na początku naszej historii miłosnej, kiedy sporo czasu przegadaliśmy nie widząc siebie. Potem chcę porozmawiać z córką, a ta twierdzi, że ma lepsze zajęcie… Bezczelność!

„Idź złowić szczupaka”

Nie ma nic gorszego, gdy będąc z kimś ta druga osoba chodzi po naszych śladach. <chwila na myślenie> Dobra jest coś gorszego. Gdy osoba z którą jesteśmy depcze nasze ślady, my jej zwracamy uwagę, a ona robi z nas winowajców. Stara się wzbudzić w nas poczucie winy lub daje nam w twarz pytaniem „Już mnie nie kochasz?” lub „Nudzę cię?”. Wrzucanie partnera / partnerki do złotej klatki jest karygodne i zdecydowanie wymaga opcji reset… Dzielić pasję, hobby i marzenia to piękna sprawa, ale nie 24h na dobę. Czasami z podziwem patrzę na ludzi, którzy są ze sobą od wieków i w dodatku pracują razem. I pomimo szacunku jakim ich darzę to uważam, że to jest wyjątek potwierdzający regułę (tak swoją drogą stwierdzenie, że „wyjątek potwierdza regułę” jest zwyczajnie… głupie). Związki potrzebują tlenu, a o ten ciężko, gdy nie zostawiamy sobie miejsca. Odkładanie zaś na bok swoich ulubionych zajęć, bo się kogoś kocha jest aktem terroryzmu wobec naszych osobowości. Nie można zrezygnować z łowienia ryb, bo partnerka nie lubi tuńczyka. Nie rezygnuj z oglądania „M jak miłość”, gdyż druga strona uważa ten serial za głupi. Tym samym chcę powiedzieć, abyś nie rezygnował/a z siebie.

Człowiek BLUSZCZ po ang. Ivyman

ivymanNa ulicy gdzie mieszkam, w okolicach przystanku autobusowego stoi sobie piękny dom. Wielki i kosztował chyba z bańkę. Jest obrośnięty bluszczem od fundamentów po sam dach, co wygląda dosyć interesująco. Dawano dawno temu przyjechał do mnie kumpel, który miał kłopoty, a dokładnie jego sznurek przeznaczenia rozplątał się ze sznurkiem jego wielkiej miłości. Pogadali my i popili. Było po męsku. I tak po zakończonej libacji odprowadzałem tego nietrzeźwego kolegę na autobus. Ten zaś patrząc na zabluszczony dom w pijackim amoku do mnie wybełkotał „Prawie jak ja i moja była…”. Początkowo go nie zrozumiałem, ale potem do mnie dotarło o co mu chodzi. A zapamiętaj sobie raz i na zawsze:

Bluszcz jest rośliną trującą. Wszystkie części rośliny zawierają saponiny – działają drażniąco na skórę i spojówkę oka, a po spożyciu wywołują zaburzenia przewodu pokarmowego i układu nerwowego.

(Oczywiście powyższa historia jest wymyślona na potrzeby tego wpisu, gdyż jak wiadomo wszem i wobec nie spożywam alkoholu, a prosić mnie o radę to jak strzelić sobie z armaty w stopę. Za mało we mnie przyjacielskiej empatii, a za dużo racjonalizmu.)

Przestrzeń w związku

Ostatnio słuchając pani w telewizji śniadaniowej usłyszałem hasło, że dobry związek to taki w którym każdy z partnerów jest strażnikiem swojej samotności. Ileż w tych słowach jest prawdy i w pełni oddają moje postrzeganie relacji damsko męskich. Po co zawiązywać sobie supły na rękach i nogach skoro mamy możliwość zaufania drugiej osobie. Najgorsze jest tylko to, że obdarowanie kogoś zaufaniem jest czynnikiem, który mówiąc prostym językiem wynosimy z domu. Ciężko się pozbyć nadopiekuńczości o partnera/partnerkę jeżeli została ona nam nieświadomie zaszczepiona w okresie naszego dorastania. Czy da się ten problem rozwiązać między sobą? Warto chyba próbować. W tej samej telewizji pani psycholog dodała, że miłość dorosłych ludzi jest naprzemienna, raz potrzebujemy bliskości, a raz dystansu, a sukcesem jest gdy w tym samym czasie odczuwamy te same potrzeby.

Czy ktoś kazał ci być z twoim mężem/żoną, partnerem/partnerką? Nie sądzę, gdyż nasza społeczność już dawno nie wygląda jak ta rodem z Indii. To, że jesteśmy ze sobą jest czystą wolną wolą. Skoro jesteśmy swoimi wyborami to czemu chcemy zabronić żyć drugiej stronie swoim życiem, marzeniami i pragnieniami? Najlepiej oczywiście dzielić większość tych motywów życia i iść ciągle obok siebie, a przy tym uciekać od opcji związywania nóg i wpędzania w poczucie winy. Osobiście w definiowaniu tego problemu jestem dosyć kiepskim szermierzem, ale gorąco polecam wywiad z Andrzejem Wiśniewskim, który można przeczytać pod tym linkiem – KLIK KLIK.

Dlatego też szanując czas, który ofiarowała mi  w tym tygodniu moja żona postanawiam dziś nic nie robić i być szczęśliwym! Czasami zwyczajne NIC to jest WSZYSTKO.

fot. źródło

Inline
Inline