Kamilowski Menu

Permalink:

O implantach, żonie i brakujących 20tkach w portfelu

brakujących 20tkach w portfelu

O implantach, żonie i brakujących 20tkach w portfelu, czyli kilka słów z życia rodzinnego.

O implantach..

Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie dzieją się rzeczy podejrzane. W czwartek byłem znowu u stomatologa i nie wiem kiedy i nie wiem jak, ale po pół roku walki o lepsze jutro udało mi się doprowadzić stan szczęki do stanu używalności. Podczas konfliktu ból-pieniędze-czas został mi wybity tylko jeden ząb, którego swoimi szczypcami uchwycił chirurg i 30 minut szarpał. Spoczywaj w pokoju zębie numer 6… był w takim stanie, że nawet urnie byłoby wstyd go przyjąć. Niech to będzie dla Ciebie nauczka i idź na wizytę kontrolną.

Na czwartkowym stole operacyjnym, zwanym inaczej fotelem dentystycznym, pani doktor debatowała ze mną o implantach na które będę musiał się w końcu „skusić”. To znaczy ta debata wyglądała tak, że ona mówiła, a ja przytakiwałem, bo ciężko jest się wypowiadać na temat życia z 10 gazikami w buzi i czymś metalowym co zaciekle boruje w zębie. Takiej nie podskoczysz. W każdym razie dowiedziałem się między innymi, że unowocześnienie moje szczęki to wydatek rzędu 4000zł. I ta wiedza doprowadziła mnie do stanu, że struchlałem… (późniejsze badania dowiodły, że kwota może być niższa więc nie jest tak źle). W pewnym momencie ta, która boruje zaczęła sobie nawet żartować, że zostanę jak coś w domu z nowym implantem, a żona pojedzie na wakacje… no ja jej dam! Na wakacje beze mnie? Bójcie się Boga!

..żonie..

W końcu udało się opuścić gabinet pani doktor. W poczekalni znajdowała się śpiąca żona, bo 1h oczekiwania na męża potrafi zmorzyć nawet najtwardszych. Nie okradli jej to raz, a dwa wypoczęła, więc to nie był jednak czas stracony. Kolejna pozytywna wartość w ciągu mijającego dnia. Gdy wracaliśmy do domu małżonka czule mnie wypytywała skąd wezmę złotówki na zabieg kosmetyczny szczęki. Z dumą odpowiedziałem, że odłożyłem już tysiąc złotych.. i się zaczęło. Te pretensje, te gwizdy, te żale… tego się nie da opisać. A najbardziej mnie zabolało to, że ja z myślą o niej, aby się nie nie wstydziła, a w zamian wyrzuty i suszenie głowy… Potem kolejne pytanie, gdzie ja schowałem te pieniądze? Jak to gdzie? Na koncie, na rachunku oszczędnościowym. I zabawne jest to, że to pierwsze konto które się pojawia po wejściu do naszej bankowości internetowej. No nic, przełknęła gorzką pigułkę. Pomyślała, pomyślała i mówi, że połowa jej! Gwóźdź do trumny!

I pomimo, że nie byłem winny to miałem wyrzuty sumienia. Gdzieś podczas tej naszej kłótni przewijało się, że mamy skarbonkę wakacyjną do której wrzucamy jakiś bilon i papierki, aby zobaczyć coś fajnego w przyszłym roku z naszą pociechą, no (te ‚no’ bierze się stąd, że Lila kończy każde zdanie tym słówkiem i powoli to nam wchodzi w nawyk, no). W sumie my mamy jechać na wakacje, a o zbiórce wie cała nasza najbliższa rodzina. Trochę ściemniamy, że to skarbonka córki i ona zbiera na coś fajnego, ale to tylko takie niewinne kłamstewko. Do brzegu jednak. W poczuciu winy powiedziałem, że mam w portfelu 2x po 20zł więc wrzucę jeden banknot do świnki. Żona była ze mnie dumna i łaskawie mi wybaczyła!

..i brakujących 20tkach w portfelu.

Następnego dnia wstałem rano, umyłem się, zjadłem i zbieram z biurka rzeczy do pracy. Zdziwiło mnie, że portfel jest na wierzchu chociaż powinien znajdować się w plecaku. Coś mnie tknęło, więc sprawdzam zawartość, a tam wyparowała druga 20 złotówka. Dzwonię do żony, która wyszła do pracy szybciej, pytam ją czy coś wie na ten temat, a ona niewinnie zmienia temat rozmowy.. Chcę tylko dodać, że tak dzieje się notorycznie. Dodam jeszcze, że co jakiś czas słyszę tylko pretensje, które wynikają z audytu naszego konta bankowego, bo ciągle wypłacam po 50zł z bankomatu. Po raz kolejny: „Jak żyć?”

Jak widać codzienność potrafi nam dostarczać przedziwnych wrażeń.

fot. źródło

Inline
Inline