Kamilowski Menu

Permalink:

Ołówek czy kredki?

Jak wychować dziecko?

Gdy świeci słońce to jego promienie tak samo ogrzewają mnie jak i Ciebie. Gdy pada, spotykają nas te same krople deszczu. A gdy wieje wiatr to tak samo nam przeszkadza iść lub niesie swoim podmuchem. Niczym się nie różnimy i zazwyczaj wrastamy w tą samą przeciętność. Kiedyś się uparłem, aby w tych odcieniach szarości odszukać kilku barw. Życie nie pisze mi może historii Vasco da Gamy, ale co jakiś czas nabiera rumieńców i przyjemnie jest na nie popatrzeć. Przynajmniej tak to wygląda z mojej perspektyw.

Mówią, że życie jest za krótkie by być przeciętnym. Tylko kim będziemy jeżeli każdy przekroczy granicę tej przeciętności? Nieprzeciętna przeciętność. Co będzie znaczyło „być niezwykłym”? Eric Thomas mówi, że każdy z nas ma predyspozycje do bycia wielkim.. tylko zapomniał, że nie każdy z nas ma tyle szczęścia i czasu by swój talent odkryć. A poza tym zdarzają się przypadki, że coś przychodzi nam bardzo łatwo, ale zupełnie nie odczuwamy satysfakcji z podejmowanych działań. I co wtedy?

Też spotkałem się z opinią, że musimy się śpieszyć, aby osiągnąć coś niesamowitego.. że nie powinniśmy wmawiać sobie, że ciągle mamy czas. Być może. Tylko czy w tej pogoni nie traci się radości z życia? Czy w wyniku braku konkretnych rezultatów nie zaczynamy odczuwać stresu, który paraliżuje nasze poczynania i jesteśmy zwyczajnie przygnębieni oczekiwaniem świata, który liczy na nasz sukces? Nie ukrywam, że uczę się akceptować swoją przeciętność. Postanowiłem jakiś czas temu, że nic nie będę robił na siłę i pozwolę życiu płynąć. „Let it flow” jak to mówiła główna bohaterka baśni Disneya.. a może to było „Let it go?”.  W każdym razie niedługo córka mi o tym opowie. Poza tym nie lubię żarówiastych barw. Budzą we mnie niesmak i niepokój. Nie zacznę wypełniać kolorowanki mojego życia takimi kolorami, jak te poniżej, tylko dlatego, że ktoś ode mnie tego wymaga. Nie walczę na siłę z przeciętnością, gdyż podoba mi się szkic mojego życia. Nawet jeśli został sporządzony ołówkiem. Nazwij to asekuranctwem, ale w tym przypadku nie lubię wychodzić poza linie.

Nicholas Sparks kiedyś napisał takie słowa:

Nie jestem wyjątkowy, co do tego nie mam wątpliwości. Jestem zwyczajnym człowiekiem o zwyczajnych myślach i wiodłem zwyczajne życie. Nikt nie postawił pomnika ku mej czci, a moje imię szybko pójdzie w zapomnienie, lecz kochałem – całym sercem i duszą – a to moim zdaniem wystarczająco dużo.

I bardzo mi się to podoba, chociaż czasami jak wpadnie do kieszeni wyjątkowy grosik to nie będę narzekał.

barwy

Lepiej rysować dziecku życie ołówkiem czy kredkami?

Przeciętność, standard, zwyczajność, regularność. Boisz się tych pojęć czy sprawiają, że odczuwasz spokój i zadowolenie? Gdy osiągamy pewien wiek to większość z nas raczej wybierze rutynę. Ale co z naszymi dziećmi? Dla rodzica jego pociecha zazwyczaj jest ponad wszystkim. Pomyśl jednak o tym jak postrzegasz swoje dziecko względem świata. Na pewno powiesz, że chcesz jego szczęścia. Każdy normalny rodzić tak powie. Tylko mi nie do końca chodzi teraz o szczęście.

Mamy możliwość kreacji naszych potomków i tym jacy/kim są, co osiągamy poprzez wychowanie. Wielkim chińskim wysiłkiem, o którym między innymi pisałem TU – Wojskowy dryl, czyli sposób na mistrzostwo, z naszego dziecka możemy uczynić tytana. Możemy sprawić, że w przyszłości zabłyszczy. Kursy, dodatkowe zajęcia, wycieczki… Używając wszystkich kredek jakie mamy pod ręką jesteśmy w stanie sprawić, że ich życie będzie pełne niespodzianek, wyjątkowe, a tym samym duża szansa, że ich losy będą niezwykłe. Gdy jesteś upartym rodzicem to z dziecka w mgnieniu oka możesz wykreować geniusza. A nie ukrywajmy, że życie takich osób może mieć odcienie takie jakie chce..

Tylko czy to jest droga do spełnienia? I powstaje pytanie, czy to rodzic zapewnia dziecku szczęście, czy ono samo musi sobie je wypracować? Tak czy inaczej naszą rolą jest przygotowanie odpowiedniego gruntu.

Jest jeszcze inny aspekt kolorowania życia naszych dzieci. Ich status społeczny w przedszkolu, szkole czy liceum. Czy ma dla Ciebie znaczenie, aby było KIMŚ wśród rówieśników? Być może teraz nie ma, ale pomyśl jak było, gdy nasz przedział wiekowy wynosił 5-19 lat (a czasami i dalej)? Każdy z nas chciał czymś zabłysnąć, pochwalić się, a tym samym zaistnieć wśród rówieśników. Chcieliśmy być fioletową krową wśród tych czarno – białych. Pomoc rodzica w takich sytuacjach była bardzo pożądana. Jako dzieci baliśmy się przeciętności, chociaż wtedy nikt tego tak nie definiował. Wypasione wakacje, unikalny przedmiot lub ubranie dodawały kolorytu. Nieustanna pogoń, by zaimponować innym. Zawsze czułem się taki szary, gdy kolega opowiadał jak kiedyś mieszkał z rodzicami ponad rok w Libii, czy też jak inny chwalił się, że spalił pierwszego jointa. To było COŚ na tle mojej i innych zwyczajności. I abyś mnie źle nie zrozumiał – odłóż tego jointa i nie podawaj go swojemu 7 letniemu Filipkowi…

city-sun-hot-childźródło

Paradoksem jest jednak to, że w wielu przypadkach genialne dzieci wyrastają  na przeciętnych dorosłych. Mówił o tym między innymi Roman Łoziński, gdy poruszał temat słomianego zapału podczas TedX. Gdy jesteśmy chwaleni pod niebiosa często jest tak, że przestaje nam się chcieć. Może to kuriozalnie brzmieć, ale pochwała w niektórych przypadkach jest podcinaniem skrzydeł. Tym samym piękne odcienie młodości, wchodząc w dorosłość stają się szare i byle jakie. Łoziński wyraźnie daje do zrozumienia, że kolorytu nabiera się poprzez porażki. Wtedy życie ma sens, kiedy trzeba się zmagać i walczyć. Wtedy też doceniamy wartość sukcesu i nie ma już mowy o słomianym zapale. Geniusz człowieka, który jest głaskany po główce często też zapomina, że życie jest ciągłą ścieżką rozwoju. Gdy staniemy w miejscu cały peleton nas minie i ciężko będzie walczyć o najfajniejsze kredki:)

Jak wychować dziecko?

Być sobą być kimś

Zagadnienie „przeciętność kontra wyjątkowość” jest dysputą o poszukiwaniu złotego środka, czyli motywem nierozerwalnie połączonym z mądrym wychowaniem. Pomimo tego co wcześniej napisałem, nie chcę aby moja córka była przeciętna. Chciałbym, aby wyróżniła się czymś interesującym i ciekawym. No właśnie, chciałbym. To, że akceptuje swoją zwyczajność, nie znaczy, że muszą nią karmić swoje dziecko i w żaden sposób nie wzbudzać w niej ambicji. Jednak nic na siłę, a po drugie żadnych rozczarowań poprzez niespełnienie ambicji rodzica. Głową muru nie przebije. Jak to mówią Brytyjczycy „Hold your horses bwoy”. Tylko trzeba też odróżnić wzbudzanie ambicji od kształtowania w dziecku wizji, że jest wyjątkowe, co uważam za skrajnie nieodpowiedzialne. Nie mylmy oczywiście pojęć. Moja córka będzie miała świadomość tego, że tak jak żona w moim układzie heliocentrycznym jest słońcem i wszystko się kręci w okół niej, ale nie mam zamiaru jej oszukiwać, że świat należy do niej. Być może dziad ze mnie, ale wolałbym zbierać 3zł za każdy niezakupiony kupon w totolotka, niż wierzyć, że mi się uda trafić szósteczkę -> czytaj: jestem realistą.

5042846596_69d64bc7b3_zźródło

Docenienie bycia zwyczajnym, w moim przekonaniu, stanowi podwaliny do bycia wyjątkowym. W swoich dążeniach często ponosimy porażki, które są nieodzownym elementem sukcesu. Każda z tych porażek zmusza nas do zrobienia kroku w tył. Gdy wracamy do czegoś co stanowi dla nas punkt bezpieczeństwa, do czegoś co znamy i chociażby w małym stopniu darzymy sympatią to łatwiej jest nam podnieść się z kolan. A chyba lepiej wyposażyć dziecko w spadochron niż oglądać jak łamie nogi? … taka drastyczna metafora.

A może pozwolić temu dziecku wybrać czy chce malować kredkami czy ołówkiem?  Dawać poznawać mu różne smaki i odcienie, aby samo w pewnym momencie dokładnie wiedziało, gdzie chce iść. Najgorszym czym może być to zwężenie spektrum możliwości, a później oglądanie nieszczęśliwego potomka, który wchodzi w dorosłość. Każdy ma swój pomysł na życie. Jeden chce się wepchać na panteon sław, a drugi w zaciszu swoich pieleszy skrupulatnie skleja modele statków pancernych z okresu II wojny światowej. Nie można też zapomnieć, że dla niektórych szarość też ma milion odcieni…

Przede wszystkim wychowam dziecko autentyczne! Uczciwe wobec siebie. Wtedy będzie wyjątkowe.

Inna sprawa, tak na pocieszenie, ponoć nie ma czegoś takiego jak przeciętny człowiek, tak samo jak nie ma statystycznie człowieka normalnego. Tak słyszałem. Nie będę miał żalu do losu, jeśli moja córka pójdzie moimi ścieżkami. Absolutnie nie narzekam na swój żywot pomimo, że nie znam wszystkich barw z palety doznań.

W poszukiwaniu ciekawych miejsc w internecie znalazłem taką wypowiedź pani Magdy:

A w kontekście innych ludzi jestem po prostu przeciętna. Tak przeciętna, że kiedy pada deszcz, na mnie leje tak samo jak na nich. Ani mniej, ani bardziej. A przecież chmura powinna zatrzymać się właśnie nad moją głową lub ją szerokim łukiem ominąć. Powinnam się wyróżniać. Chociaż tym.

I chociaż bardzo mi się spodobało to co napisała, to jestem zadowolony, że na mnie leje tak samo jak na innych (tekst Magdy wyrwany z kontekstu). Jest mi z tym dobrze, chociaż czasami budzi się, gdzieś tam jakieś pokraczne indywiduum. A mój córek? Ona sama sobie kiedyś wybierze jak bardzo pokolorowane będzie jej życie. Ja tylko zdobędę dla niej tyle kredek i ołówków ile się da:)

fot. źródło

Inline
Inline