Kamilowski Menu

Permalink:

Popularne przesądy w 13 aktach, czyli pech to pech (część 1)

popularne przesądy

Ponoć nie ma ludzi nieprzesądnych. Każdy w jakiś sposób zaklina rzeczywistość lub też próbuję w magiczny sposób odkręcić to co się wydarzyło. Tak jakby złapanie się za guzik na widok kominiarza miało wpłynąć na wygranie w totka. Zabobony mają swoje plusy. Dzięki nim w bardzo łatwy sposób możemy wytłumaczyć swoje błędy. Szukamy w nich usprawiedliwienia. Czy to mądre? W sumie to nieważne o ile jest skuteczne. Pozwól, że przytoczę Ci przykłady 13 osób, którym w mniejszy lub większy sposób odmieniły życie. Czy warto na to pytanie już nie potrafię odpowiedzieć.

Popularne przesądy w 13 aktach, czyli pech to pech

  1. Kamil z Gdańska (35 lat)

Ten młody, przystojny i wykształcony mężczyzna z zasady nie wierzy w  abobony. Można nawet powiedzieć, że bezczelnie śmieje się w twarz ludzkości, która szuka czterolistnej koniczyny, czy też nie wita się przez próg. Pomimo tego, wierzenia ludowe po długiej pogoni, dogoniły Kamila przekonania oraz jego nieświadomą podświadomość. Nasz bohater jest niczym amerykańskie hotele, czyli nie uznaje liczby 13. Gdy uczył swojego brata liczyć do 20, celowo pomijał liczbę 13 i dlatego tylko cud w postaci korepetycji przyczynił się do promocji tego drugiego do 2 klasy podstawówki. Było blisko. Ten wspaniały człowiek nie kąpie się, nie kicha i nie zakłada koszul w dniu 13 każdego miesiąca. W życiu Kamila pojawiła się pewnego dnia żona, a potem córka. I w tej całej historii właśnie ta mała istota ma najbardziej przechlapane. Zapytasz się czemu? W głowie Kamil świta już plan, że jego mała córeczka nigdy nie będzie obchodziła 13 urodzin… Wyobrażasz to sobie, gdy ktoś pyta to dziewczę „Ile masz lat?”, a ona odpowiada „12 lat i 20 miesięcy…”. Nie jest Ci przykro, gdy wyobrażasz sobie tą sytuację? Bo mi bardzo.

     2. Monia z Gdańska (18+ lat)

To piękna i inteligenta kobieta jest żoną Kamila. Gdy ten mówi, że nie wychodzi 13 z domu, to piękna Monia znamiennie puka się po czole i zastanawia czemu tak w ogóle za niego wyszła. I tak też było pewnego dnia. Wściekła sama pojechała do galerii handlowej, gdyż mąż odmówił posłuszeństwa i otumaniony swoimi przekonaniami pozostał w domu. Czy już powiedziałem Ci jaki przesąd więzi umysł naszej wspaniałej Moniczki? Koty! Nie boi się ich, ale w sytuacji, gdy przebiegają jej drogę ta cofa się 10 kroków do tyłu. Tylko, że jej zabobon ewoluował, gdyż to nie musi być czarny kot, ale jakikolwiek. Nie ma znaczenia, czy jest rudy czy biały, mały czy duży, puma czy ryś. Monia widząc przebiegającego kota MUSI się cofnąć. I wracając do wyprzedaży. Tego dnia obok galerii była wystawa kocurów różnej maści i pech chciał, że na owy pokaz jeden z widzów zabrał yorka Tadeusza.  Ten szczurołap nie wiadomo w jaki sposób, ale spowodował, że wszystkie kocury zaczęły uciekać w panice i tymże sposobem chmara futrzaków przebiegła przed Monią… która zaczęła liczyć kroki i musiała wrócić do domu bez nowych butów…

   3. Marcina z Poznania (lat 30 kilka)

Marcin ogólnie nie wierzy w przesądy. To twarda sztuka. Jednak ma słabość do horoskopów, które czyta od 14 roku życia, kiedy to wróżka Sybilla napisała, że wygra w totka. Wtedy jeszcze sceptyczny Marcin, aczkolwiek na endorfinach z powodu 6, którą otrzymał z wypracowania z polskiego, postanowił zagrać w przydomowej kolekturze. I skreślił swoje ulubione liczby tak, że ustrzelił 4. Od tego momentu, kiedy za wygrane pieniądze kupił ulubione trampki uwierzył w siłę horoskopów. Marcin swoją pasją podzielił się ze swoją żoną, a ta miała/ma tajemnice przez duże T. Gdy się poznali to wstydziła mu się przyznać, że pisze horoskopy do lokalnej gazety pod pseudonimem „wróżka Sybilla”… Zawsze to dodatkowe pieniądze, a i frajdy z wymyślania głupot co niemiara. W miarę poznawania się z Marcinem dowiedziała się o jego przypadłości, co skutecznie wykorzystuje do dnia dzisiejszego i tą formą manipulacji kieruje życiem swojego męża. Dzięki temu rozwiązuje bez wypowiadania słów wszystkie mniejsze i większe kryzysy, jeździ na wakacje do Verony i w każdą niedzielę je śniadanie w łóżku. Marcin, powodzenia!

  4. Adam z Polski (lat 38)*

Adam, tak jak Marcin, to również badass. Śmieje się z przesądnickich. Jedyny fragment wierzeniowej rzeczywistości, który go przerasta i jest ponad nim to rozsypana sól. Muszę w sumie dodać, że nie przerasta, ale przerastał, gdyż Adaś wyleczył się z tej przypadłości podczas jednej w wycieczek rodzinnych po Polsce. Wraz z żoną i synem zatrzymali się w małej knajpce pod Ciechocinkiem by przekąsić co nieco. I tak w trakcie konsumpcji nasz bohater dokonał niezwykłego, czyli łokciem uderzył w szklaną solniczkę i tym samym spowodował jej rozsypanie po stole. Aby zdjąć klątwę, Adaś w pośpiechu chwycił solniczkę i rzucił je za prawe ramię. Pech chciał, że rzut był na tyle niefortunny, iż solniczka idealnie trafiła w talerz zupy siedzącego za nim kierowcy tira. W tym także momencie cały zajazd usłyszał siarczyste „Kurwa!”, a następnie gwałtowne odsunięcie krzesła. Adaś struchlał. Jego żona równie, a jedynie syn nie wiedział o co chodzi. 3 sekundy później kierowca stał obok rodzinki, spojrzał spod byka na pechowca, a następnie jego syna i powiedział „- Co za słodki potwór! A pan niech następnym razem trochę bardziej uważa z tymi przesądami.” I poszedł. Od tej pory Adam już więcej nie korzysta z soli, solniczek i nie pojedzie na wakacje do Kapadocji.

  5. Martyna ze Starogardu Gd. (lat 18+)

Historia Martyny jest na swój sposób przewrotna i stanowi tzw. wyjątek potwierdzający regułę (jak wyjątek swoją droga może potwierdzić regułę?). Ok, to są dwa wyjątki o tym jak w łatwy sposób można uwierzyć w przesądy. Prababcia Martyny, jej babcia oraz jej mama, a także sto ciotek powtarzało, żeby nie siadała na rogu stołu, bo zostanie starą panną. Oczywiście Martusia musiała iść rakiem i na opak robiła rodzinie po złości i zawsze siadała centralnie na rogu stołu. O ile nikomu to nie przeszkadzało, gdy miała 10 lat tak, to gdy przekroczyła 18+ jej najbliżsi zaczęli się martwić. Pewnego dnia na imprezie rodzinnej zwanej ślubem, gdy Martyna wstawiła się już trochę, przypadkiem usiadła obok swojej kuzynki z Osieka. Mama wtedy zarumieniła się serdecznie, gdyż poczuła wnuki w powietrzu. Nasza bohaterka rozmawiając z kuzynką nie zauważyła, że po jej lewicy usiadł ON. Ten ON, który jakiś czas później stał się tym jedynym. Ten ON, który z premedytacją wykorzystał brak pancerza Martyny, która opuściła swoje bezpieczne schronienie na rogu stołu. A wiesz czemu tak w ogóle Martyna była tego dnia wstawiona, a tym samym mniej czujna? Gdyż miała nerw! Mama oprócz tego, że ciągle jej powtarzała o nie siadaniu na rogu stołu, także niczym mantrę opowiadała historię o niekładzeniu torebki na ziemię. I tego właśnie dnia, gdy Martysia zapomniała się i zostawiła torbę na ziemi, a nie przywiązaną do ramienia, bezczelny złodziej dokonał szalbierzy i buchnął jej portfel z kopertą 500 zł jako prezent dla pary młodej… Chyba, że to był szwindel? Aczkolwiek od tego dnia Martyna nauczyła się wykorzystywać szansę, które dają jej przesądy. Zuch dziewczyna!

  6. Iwona z Bielsko Białej (lat 18+)

Iwonka wierzyła w spadające guano na kapelusz. Nie było znaczenia czy jest to sikorka, mewa, orzeł bielik czy też przeciętny struś. Od czasu do czasu miała też skłonność wyglądania za kluczami kaczek i podążanie pod nimi swoim jednośladem. Miała małe obawy, że coś spadnie na hełmofon i zasłoni jej widok jednak i ta myśl nie była jej powstrzymać w poszukiwaniu szczęścia. I tak wszystko co najlepsze w jej życiu łączyła z ornitologią. Oczywiście wszystko do czasu. Pewnego jesiennego dnia, gdy Iwona szła na rozmowę o pracę niesforny kanarek postanowił ją wspomóc swoim śniadaniem. Bohaterka tej przypowieści uznała to za dobry omen i posunęła się do tego stopnia, aby nie ścierać biało szarej plamy z czarnego żakietu. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej potencjalny pracodawca nie wytrzymał i oczywiście zapytał o to co zobaczył. Iwonka początkowo trochę z pewną dozą nieśmiałości zaczęła opowiadać o swoich przekonaniach. I tak od słowa do słowa naświetliła swojemu rozmówcy skąd czerpie szczęście… I co można powiedzieć. Był zachwycony! Ale nie na tyle by dać zatrudnienie…

Jaki z tych historii jest wniosek?

Przesądy to ściema. Dont be stupid!

*inspiracja „Dumb and dumber

 fot. źródło

Inline
Inline