Kamilowski Menu

Permalink:

Napluć do oceanu, czyli potrzeba bycia zauważonym

potrzeba bycia zauważonym

Teraźniejszość. Na upartego znajdzie się kilka osób, które o mnie dzisiaj pamiętają i podejrzewam, że Ty pewnie masz podobnie. Rodzina, przyjaciele, szef, któremu jesteśmy winni zaległy raport, urzędnik ze skarbówki, czy też pani z mięsnego u której brałeś karkówkę na krechę. W mniejszym lub większym stopniu ktoś o nas pamięta, ktoś nas kojarzy, ale przy tym mamy ciche lub hałaśliwe pragnienia bycia widocznym i rozpoznawalnym. W tym wszystkim różnią nas zasięgi na które z rzadka mamy wpływ. Ale co w sytuacji, gdy ten padół nie będzie nam już tak bliski jak jest w dniu dzisiejszym? Jak stać się puzzlem o którym napiszą w podręcznikach i uniknąć wchłonięcia przez demencję, która dosięgnie przyszłych pokoleń? Czy warto się starać być fragmentem wieczności?

Potrzeba bycia zauważonym.

Zastanawia mnie skąd w nas się bierze potrzeba bycia KIMŚ czy też potrzeba bycia zauważonym, bo chyba nie jestem jedyny w takim sposobie myślenia? Każdemu z nas się na pewno zdarzyło wyryć swoje imię w korze drzewa czy też na ławce szkolnej. Nawet jak to było XX + XY = WSM to i tak się liczy, bo w ten sposób chcieliśmy by inni wiedzieli o naszej egzystencji. By mieli świadomość naszego istnienia. Nie zmierzam jednak myślą do kultury narcyzmu, ale do zauważenia naszego jestestwa na pozytywnej płaszczyźnie. Chociaż z drugiej strony „gołe pośladki” to przecież też wynik tej samej potrzeby zaznaczenia swojej obecności.

Nie pamiętam tego dokładnie, ale ktoś musiał mi kiedyś powiedzieć, że jestem wyjątkowy i scenariusz wszechświata jest rozpisywany wokół mojej osoby. A to przecież mrzonka, która pomimo wszystko mocno dowartościowuje ego. Być może tylko pozornie, ale zawsze coś. W tych rozważaniach to jednak nie przesadzajmy, bo daleko mi do teorii Dostojewskiego i Nietzschego. Nadczłowiekiem jestem tylko ewentualnie z uwagi na centymetry…

Pomimo naszych wysiłków i trudów wszechświat i tak o nas zapomina. Mamy same szóstki w szkole, rodzimy wspaniałe dzieci, wygrywamy w totka, budujemy nadzwyczajne mosty i tunele, ale świata przekór sprawia, że to wszystko jest i tak ulotne. Wiesz na przykład kim jest Walentina Terskova albo Jan Szczepaniak? Ona jako pierwsza kobieta poleciała w kosmos, a on wymyślił kamizelkę kuloodporną. Czy ktoś o nich dziś pamięta? Nie bardzo. Podejrzewam, że mówi się jedynie o nich przy „zlotach kobiet” lub po udanej akcji SWATu. Chociaż z drugiej strony to zawsze coś. A kim my jesteśmy i czy mamy skillsy godne kronik? Umiesz chodzić po wodzie lub w wieku 10 lat skomponowałeś pierwszą operę? Zarówno o Jezusie jak i Mozarcie ludzkość ma jakieś pojęcie, ale w jakim świetle oni nas stawiają? Co z nami przy naszych skromnych osiągnięciach? Nawet Huntowi i Kantowi będzie się ciężko obronić… A co dopiero ja czy Ty? Chyba, że Ciebie jakoś to obrusza to przepraszam.

Jako ludzkość mamy skłonność do szybkiego zapominania o tym co się dzieje w okół nas. Dziś tyle wiemy, ale jutro już o tym nie pamiętamy. O czym to ja pisałem? … I czy nie jest to trochę paradoksalne w dobie ilości informacji do których mamy dostęp? W sumie to bardzo zły wyznacznik dla osób takich jak ja, które liczą chociażby na mały zapisek w annałach Gdańska. I z deka mnie to martwi, że kolejne pokolenie niechlujnie wymarzą mnie z pamięci podkreślając tym samym ulotność mojego bytu. Wiem, brzmi to wyniośle i pysznie, a przy tym podszyte jest pewną dozą megalomani, ale co ja mogę skoro taka już moja natura? Jakoś z tym specjalnie nie walczę i jednocześnie się z tym nie obnoszę, więc społeczeństwo uznaje mnie raczej za neutralną jednostkę. Raczej…

Pewnie taki blogi jest próbą pozostawienia po sobie śladu tylko nie wiem jak rozwiązać problem opłat za 50 lat, bo córce pewnie nie będzie się chciało utrzymywać fanaberii ojca.

Czy naprawdę nie pozostaje nic innego tylko przygotować się na to, że zostaniemy zapomniani? Trudno mi się z tym pogodzić. I w tej mojej zadumie chyba tylko zrobię to co polecił mi Mankell i pójdę napluć do oceanu.. a nie, oceanu w Gdańsku nie ma. Napluję do Bałtyku i pobliskiego stawu, aby stać się fragmentem wieczności!

fot. źródło

Inline
Inline