Kamilowski Menu

Permalink:

Spotlight oraz Pokój, czyli filmy dręczące psychikę

spotlight

Czasami nienawidzę tego świata. Nienawidzę tej podłości, która w bezwzględny sposób wdziera się do naszego życia. Irytuje mnie niemiłosiernie, że za kilka lat będę musiał usiąść na przeciwko mojej córki i przestrzegać ją o fakcie, że wokół niej są ludzie, którzy mogą zrobić jej krzywdę. Będę musiał ją przestrzec, a tym samym odzierał z niewinności i słowo po słowie kradł jej dzieciństwo. Świat jest czasami nie do przyjęcia. Skąd takie myśli? Wystarczył m.in jeden wieczór ze „Spotlight” Toma McCarthego, a drugi z „Pokojem” Lennego Abrahamsona.

Spotlight oraz Pokój, czyli filmy dręczące psychikę

Na wstępie chcę zaznaczyć, że nie jest to recenzja żadnego z filmów. Są to raczej gorące pierwsze myśli/emocje dwóch obrazów o których jest dosyć głośno w ostatnim czasie. Samych recenzji w internecie i jutubie jest całe multum więc moja jest zbędna.

Obejrzałem w ciszy i spokoju oba filmy. I zarówno w jednym jak i drugim przypadku z każdą sceną rosło we mnie wkurwienie. To nie są obrazy, które epatują w sposób bezpośredni bezwzględnością, a „jedynie” o niej opowiadają. „Spotlight„, który jest filmem o pedofilii w kościele nie pokazuje żadnych brutalnych i okrutnych scen, ale krok po kroku uświadamia jak pod przykrywką świętości ludzi omijają konsekwencje. Jak ci, którym z założenia powinniśmy ufać, to zaufanie potrafią wykorzystać. Poprzez ukazanie w tej produkcji dziennikarskiego śledztwa poznajemy mechanizmy działania pedofilów i skalę całego procederu. I gdyby wszystko jeszcze było wymyślone to można by było odetchnąć z ulgą, ale nie. Na zakończenie otrzymujemy informacje co się stało po ujawnieniu całego bostońskiego skandalu i jaki rozmach mieli księża.. Film oglądałem z nieodpartym uczuciem, że mam ochotę komuś przyłożyć..

Potem przyszedł czas na „Pokój„. Początkowo nie za bardzo rozumiałem o co chodzi, ale po chwili się wydało. I do samego końca filmu towarzyszyło mi uczucie strachu o bohaterów, który pastwił się nad układem nerwowym. Nie jest to kino mroczne, chociaż tematyka chyba nie może być już gorsza. Fabuła opowiada o kobiecie i jej 5 letnim synu, którzy zamknięci są małym pokoju i nie mają styczności ze światem zewnętrznym. Kobieta jest regularnie wykorzystywana seksualnie przez porywacza, a jej 5 letni syn nigdy nie miał okazji zobaczyć słońca, czyli głównym motyw bazuje na prawdziwej historii Josefa Fritzla. Przerażał mnie fakt, że zdobyta wolność może być iluzją i jedynie plastyczny umysł przy pewnym wysiłku może ją rozgonić. Odnośnie „Pokoju” to jeszcze mogę polecić wpis Marcina od Ścinek, który znajdziesz TUTAJ. Jest w nim pewna prawda o tym filmie vs rzeczywistości. Osobiście wolałbym jednak widzieć zupełnie inaczej skonstruowane obrazy na temat  problemu o którym pisze Marcin.

I nawiązując do pierwszego akapitu. Produkcje McCarthego i Abrahamsona pokazują dlaczego życie jest czasami beznadziejne. Może wychowywać dziecko jak najlepiej potrafisz, na dzielnego rycerza czy też mądrą zouzinę, ale popieprzony los tworzy popieprzonych ludzi i nie masz na to żadnego wpływu. I to nie jest tak, że od dzisiaj jestem Kamilem fatalistą, będę budował zamek dla mojej córki i wypuszczę ją po 30. Nie oto mi chodzi. Ja po prostu się żalę, że pomimo szczerych chęci, dobrzy rodzice mogą mieć przejebane, bo gdzieś tam byli tacy, którzy mieli w dupie swoje dzieci… Ci negatywni bohaterowie ze „Spotlight” i „Pokoju” są właśnie najlepszym przykładem, co może nastąpić, gdy się zapomina o czymś takim jak wychowanie.

Nie chcę nic pisać o grze aktorskiej, muzyce etc. W tych filmach najważniejsze są historie i płynące z nich konsekwencji lub ich brak. W moim odczucia to kino zaangażowane, które ma wpłynąć na postrzeganie odbiorcy i oby tak właśnie było. Polecam.

Inline
Inline