Kamilowski Menu

Permalink:

Thorgal Aegirsson – nordycki model wychowania.

czarna galera

To był rok 1988. Nie wiem zupełnie w jaki sposób w moje ręce trafił komiks o dzielnym wikingu. Pewnie niczego nieświadoma mamuśka uległa łkaniu i utyskiwaniu 8 latka, oczywiście w mojej skromnej osobie i dała się przekonać do zakupu „Wyspy lodowych mórz”. Wartość komiksu to 290 dawnych złotych, więc majątek dla małego szkraba. To nie był pierwszy komiks z serii, ale z całą pewnością najważniejszy w mojej kolekcji. Od niego rozpoczęła się moja wielka podróż z wikingami i trwa do dziś. Pomimo mnogości brutalnych i roznegliżowanych grafik, czyli wszystko to co uwielbiają mali chłopcy, motywem przewodnim całej sagi jest rodzina i nieustająca walka o nią. Pozwól, że opowiem ci jak ilustracje z chmurkami uczą bycia ojcem.

Kiedyś myślałem, aby mój syn nazywał się Jolan, a córka Louve (tak mają na imię dzieci Thorgala). Gdy mój córek miał przyjść na świat nie wychodziłem jednak z imieniem pociechy wikinga przed szereg, gdyż pomimo wszystko nie chciałem narażać się ciężarnej żonie. Hormony mają swoją moc, a ja nie chciałem jej kosztować. Zważywszy też, że poglądy lubej w tej materii są bardziej konserwatywne od moich, zaproponowałem jej imię z namiastką obecności Louve, czyli literkę „L” na dzień dobry. Jeżeli zaś doczekamy się kiedyś syna to będę walczył o Jolana. Przynajmniej będzie to walka na gruncie teorii.  Z drugiej strony w dobie imion typu Nike, Truskawka czy Legia to Louve nie brzmi tak strasznie.

„Thorgal” jest serią komiksów tworzonych przez Grzegorza Rosińskiego oraz Jean Van Hamme od 1980 do 2006 roku. Kolejne wydawane tomy,  w tym serie poboczne, to mix różnych scenarzystów i grafików z czego cały czas saga utrzymuje spójność zarówno w kwestii graficznej (przynajmniej się stara) jak i pod względem opowiadanej historii. Tak jak wszystko, tak i opowieść o wikingu ma swoje wzloty i upadki. Do chwili obecnej wydano 47 tomów z czego każdy z nich znajduje się w mojej skromnej kolekcji. I jest to jedyna seria, którą obecnie posiadam, chociaż nie ukrywam, że ze względu na mojego córka będę musiał jeszcze odnowić „Kajko i kokosza”, który gdzieś się jeszcze kołacze na strychu.

Każdy chłopak by chciał mieć ojca jak Thorgal. Każda kobieta chciałaby męża jak Thorgal. Każdy mężczyzna chciałby być Thorgalem.

 Ja przynajmniej chciałem być jak on. Może już trochę mi przeszło, ale zawsze, gdy czytam „Łuczników” zachwyt dla tej postaci jest taki sam. Skąd wnioski jak powyżej? Pan Aegirsson (który miał mieć w pierwotnej wersji imię Ragnar – źródło) posiada chyba wszystkie cechy prawdziwego mężczyzny. Przede wszystkim jest drwalem. Symbolicznym i dosłownym. Jego chropowata technika przyciąga kobiety jak magnes, jednak on kocha tylko tą jedną jedyną i dla niej jest gotów iść dosłownie wszędzie. Oczywiście Van Hamme sprytnie sobie wykombinował, że Thorgal nie może być tylko z jedną kobietą, dlatego też zastosował znany zabieg z utratą pamięci i CV bohatera pozostaje bez skazy. Uczciwość wobec ukochanej to jedno, a inną kwestią jest uczciwość wobec otoczenia. Poziom wrażliwości wikinga na cierpienie zazwyczaj powodował jego reakcję, a tym samym dostarczał mu kolejnych zmartwień i problemów. Gdy dodamy do tego, że na potrzebę opowieści musi zawsze się znaleźć w centrum uwagi, to nikt nie powie, że jego życie jest usłane różami (chyba, że mamy na myśli kolce). Nawet pomimo tego, że łaska boska/bogów w jego przypadku podniesiona została do potęgi entej, to i tak los traktuje go niczym worek treningowy. Jak sięgam pamięcią to Thoruś chyba w każdym epizodzie, gdzie grał główną rolę, popełnił dobry uczynek bądź wykazał się miłosierdziem. Czasami równało się to totalnym brakiem rozsądku, ale przecież sumienie nie sługa.

thorgal

Czy chciałbyś, aby twoje dziecko pozostało wierne swoim ideałom? A czy ty, wodzony na pokuszenie ulegniesz czy nie? Oczywiście, że to zależy od pokusy, ale Thorgalowi oferowano praktycznie wszystko, ale on i tak zawsze wybierał w ten sam sposób, czyli szedł tą droga w którą wierzył. Teraz pomyśl, jak te wszystkie historie musiały wpłynąć na każdego kajtka mojego pokroju, który z latarką pod kołdrą czytał z zapartym tchem kolejne przygody wikinga. Wszystko czym karmimy nasze pociechy będzie miało oddźwięk w przyszłości. Taka lektura jak opowieść o Thorgalu jest moim zdaniem dobrą lekcją tego czym jest honor, odwaga i miłość. W te wszystkie historie oczywiście wpleciona jest brutalność, czasami ohyda, krew, ale w jakim świecie my obecnie żyjemy? Saga Van Hamme`a i Rosińskiego może idealnie służyć jako materiał wychowawczy. Może nie do końca dla 8 latka, bo cycki Kriss de Valnor jednak nie są dla wszystkich.

Czego może jeszcze nauczyć wiking? Jak korzystać z siły. Doskonale opanował walkę mieczem i jest lepszym łucznikiem niż sam Legolas. Do tego jest wojownikiem, który paradoksalnie brzydzi się przemocy i jest ona dla niego ostatecznością. Prawie jak mr. Miyagi z „Karate kid”. „Wax on, wax off”. Jaki chłopak nie chciał by mieć ojca, który wie jak korzystać z łuku i do tego potrafi trafić do celu z 90 kroków? Ja bym się zgłosił. W sumie mi to by starczył father co wie czym jest łuk, ale to inna inszość. Czy już pisałem, że wiking jest drwalem? Mr. Aegirsson jest prawdziwym przedstawicielem tego gatunku. Potrafi wybudować dom (który zazwyczaj szybko spłonie), niczym stoczniowiec wybuduje statek (który zazwyczaj rozbije się na skałach lub zatonie podczas burzy), a w wolnej chwili z wielką ochotą uczestniczy w żniwach (plony i tak spłoną). Jednym słowem komiksowy autorytet. Ciekawy jest zamysł Van Hamme`a i Rosińskiego by skonstruować postać bez skazy na charakterze, a jednocześnie swą konsystencją nie przypominała typowych flaków z olejem. Ilu takich bohaterów posiada literatura?

W jednym z wywiadów Grzegorz Rosiński powiedział:

Czasem się zastanawiam… na litość boską, jaki jest typ odbiorcy, który uwielbia takie porąbane postaci (dotyczy nowoczesnych bohaterów typu Walter White czy też nowy Batman)? Współczuję temu młodemu czytelnikowi, że nie może zaznać tej fascynacji, jaką myśmy mieli, oglądając naszych wspaniałych bohaterów. Chociażby tych z amerykańskich komiksów z tamtych lat. To były wzory moralne. Jak taki porąbany bohater, któremu wszystko leci z rąk, może być wzorem dla młodych?

Z tego cytatu jasno wynika, że Rosiński pisał dla mnie. Dla osoby, która szuka właściwych wzorców. Główni bohaterowie mają być lekcją charakteru i moralności. Nie ma rozdrabniania i rozwodnienia ideałów. Po to zostały stworzone, aby świecić przykładem i stanowić oparcie. Z jednej strony to bardzo naiwne myślenie w dzisiejszym świecie. Jednak czyż ta myśl, że ktoś ma być symbolem cnót wszelkich nie jest świetna? Na około mamy pełno przykładów zepsucia i zgnilizny to czemu dla równowagi nie postawić kogoś zupełnie odmiennego? Mi taka fikcja się podoba. Przynajmniej wiadomo w jakim kierunku należy stawiać kroki. Ponadto jest jeszcze jeden element w tej twórczości, który buduje w czytelniku nadzieję, a mianowicie, że sprawiedliwość zawsze triumfuje. Czasami ma gorzki posmak, ale najważniejsze jest to, że zwycięża.

Panowie Rosiński i Van Hamme dziękuje Wam za dobrą robotę.

fam

Na koniec. „Thorgal” ma swoje fabularne słabości, które zaczęły się pojawiać po 16 albumie. Kluczowym momentem było zakończenie „Strażniczki kluczy”, które do dziś jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe pod względem przekazywanych wartości (jeśli chodzi o rozwinięcie głównego wątku to obrany kierunek jest uzasadniony). Ten wpis odnosi się właśnie do tych 16 albumów, które towarzyszyły mi w młodzieńczych latach.

I uczynisz mi wielką przyjemność, gdy zaszczycisz mnie polubieniem:)

fot. zdjęcie z albumu „Czarna galera” oraz „Łucznicy”

Inline
Inline