Kamilowski Menu

Permalink:

Wojskowy dryl, czyli sposób na mistrzostwo.

dryl

Mądre, dobre i posłuszne dziecko. Marzenie każdego rodzica? Przynajmniej większości, bo u niektórych z automatu pojawi się pewnie forma protestu. Przekorność ludzkiego charakteru nie zna przecież granic. Tylko jak pomimo wszystko osiągnąć sukces wychowawczy w postaci posłuszeństwa? Może wypróbować wojskowy dryl tak modny za czasów komuny i przynoszący kolosalne sukcesy chińskiej gospodarce? Zapytasz pewnie „A gdzie człowieczeństwo w tym wszystkim?” A na co ci człowieczeństwo skoro są efekty?!

Chiny. Ponoć piękny kraj do którego kiedyś na pewno się wybiorę. Kiedyś na FB znajomy chwalił się ponad miesięczną wizytą w tej krainie, wrzucał zdjęcia, filmy, komplementował jedzenie. Myślałem, że utłukę gada, ale co miałem zrobić? Polajkowałem jak nakazuj pierwsze prawo hipokryty… Obserwując jednak jego podróż otrzymałem kolejne argumenty, że ten kraj jest warty zwiedzenia. Dodam, że w swoim skromnym życiu poznałem kilku Chińczyków i twierdzę, że to bardzo sympatyczni ludzie o wielkiej pokorze i spokoju (wiem, że mogłem nie poznać reprezentatywnej grupy). Przede wszystkim to jednak bardzo zdeterminowany naród.

Jak osiągnąć to czego nie potrafi nikt inny? Oczywiście ciężką pracą i nieskończonym wysiłkiem. Czy jest to możliwe w skali makro? A co zrobiła Japonia po II wojnie światowej? A co się dzieje teraz w Chinach? Aby osiągnąć sukces należy coś poświęcić i tak się dzieje właśnie w tym kraju. Poświęcane jest dzieciństwo, czyli coś co obcy człowiek ma zazwyczaj za nic. Zwłaszcza ten, który siedzi na szczycie piramidy władzy. A miało nie być tak górnolotnie, więc zejdę parę pięter niżej. Wielu z nas ma swój sposób na wychowanie dzieci. Również każdemu przyświecają różne cele. Jedni chcą dla dziecka szczęścia, inni sukcesów, a jeszcze inni idą przed siebie bez jakiegoś konkretnego planu. Gdy czytam o Chinach wniosek nasuwa mi się jeden:

Wojskowy dryl. Klucz do sukcesu.

W odróżnieniu od europejsko – amerykańskiej młodzieży, młodzi Chińczycy (statystycznie) we krwi mają już zakodowaną dyscyplinę oraz katorżniczą pracę. Najlepiej o tym pisze Amy Chua w swojej książce „Bojowa pieśń tygrysicy”. W tym kraju wymaga się mistrzostwa we wszystkim co się robi. Zobacz jak na przestrzeni ostatnich 10 lat zmieniły się proporcje medalowe na olimpiadach. Wcześniej Chiny zaznaczały swoją obecność, by w 2008 zdobyć 100 medali i mieć pierwsze miejsce w kwalifikacji ogólnej. System wychowawczy w tym kraju opiera się na zasadzie nakazów i zakazów, co przynosi dwa skutki. Pozytywny zwany sukcesem i negatywny zwany brakiem dzieciństwa, które niestety też ma swoje następstwa. Czy dla mistrzostwa świata w podnoszeniu ciężarów poświęciłbym szczypiorkowaty okres mojej córki? Hm… A dla koszykówki czy też tenisa ziemnego… Albo żeby nie było tak płytko. Czy poświęcisz dzieciństwo swojego dziecka dla jego kariery naukowej? Rozmawiałem kiedyś z matką Chinką, która trochę opowiadała mi jak jej 13 letni syn chodzi od poniedziałku do soboty na 12h zajęcia i jest zmuszany do wchłaniania wiedzy. Z każdym zdaniem bałem się co raz bardziej. Ona w sumie też i dlatego uciekła do Anglii by z czasem sprowadzić tam rodzinę. Poświęciłbyś dzieciństwo dla wojskowego drylu?

W artykule o pani Amy Chua (który znajdziesz TUTAJ)  można przeczytać:

Potomkini chińskich emigrantów zaznacza, iż jej zdaniem amerykańskie dzieci są wychowywane zbyt liberalnie. Nie można biernie siedzieć i czekać, aż pewnego dnia dziecko zostanie geniuszem lub samo z siebie weźmie flet do ręki i zacznie grać. To kwestia postawienia przed nim odpowiednich wymagań. Być może maluch na początku poczuje się niezadowolony, ale w przyszłości jego cierpienia zostaną wynagrodzone.

Warto?

Obowiązkowa służba wojskowa.

Zasadnicza służba wojskowa swój upadek zaliczyła w 2008 roku i było to wielkie święto dla milionów Polaków. Już nikt nie musiał łamać sobie ręki, wydłubywać oka, robić tatuażu na czole. Strach przed kategorią ‚A’ odszedł w niepamięć. To nie zmienia jednak faktu, że są takie rzeczy na świecie, które się nie śniły filozofom. Większość z nich jest w Polsce i z wielkim prawdopodobieństwem część z nich się dzieje w policji lub wojsku. Dziw mnie również bierze, że ponoć 60% Polaków chciałoby przywrócenia obowiązku służby wojskowej (KLIK KLIK w artykuł). Ja się pytam DLACZEGO? Poziom abstrakcji wojska sięgał kiedyś zenitu. Wiem, że przyjemnie ogląda się „4 pancernych”, że fajnie się słucha żołnierskich opowieści, ale na miłość boską nasza armia oscyluje wokół pojęcia patologia. Skąd wiem? Ano uważnie słucham ludzi, którzy przetrwali ten kierat. Jak twierdzisz, że wymyślam to poświęć kilka minut i KLIK KLIK posłuchaj. Jakie dobro może płynąć z czegoś takiego? Czego ten 18-19 letni człowiek się może w takich warunkach nauczyć?

Skoro drogi czytelniku ustaliłem już, że źródłem chaosu jest między innymi wojsko to jaki jest sens wiązać się z tą dyscypliną?

Polska armia być może nie jest dobrym wzorem do naśladowania, ale na przykład wysiłki Izraela przynoszą sukcesy. W tym niewielkim kraju obowiązkowa służba wojskowa dotyczy zarówno męskiej jak i żeńskiej populacji. W wieku 18 lat każdy Izraelczyk wstępuje, czy tego chce czy nie chce, do armii na 2-3 lata. W odróżnieniu od naszej legionu tamtejszy nie uczy survivalu egzystencjalnego oraz  abstrakcji, a odpowiedzialności i dojrzałości. Po odbyciu służby prawie co drugi mieszkaniec Izraela decyduje się na studia, gdy w Polsce ciężko jest to określić. To doświadczenie życiowe w postaci nauki twardego stąpania po ziemi, umiejętność podejmowania szybkich decyzji, pewność siebie czy dyscyplina to cechy, które z otwartymi rękami wita każdy pracodawca. Dlatego też wychowanie poprzez działa i armaty nie jest takie irracjonalne jakby się początkowo wydawało. Wszystko zależy od ludzi na stołkach i formy wyrazu. Być może piszę trochę ad hoc, gdyż nie zapoznałem się dokładnie z działaniem izraelskich szkół, jednak nie wyobrażam sobie, aby wprowadzona tam była żelazna dyscyplina rodem z chińskiego przedszkola.

Czym się jednak różni Polska od Izraela? Tam jest konkretny plan jak wychowywać ludzi i bronić swojego kraju. W Polsce zaś chaos po raz kolejny zakrada się zza rogu. I tak w poszukiwaniu mądrości do tego wpisu znalazłem coś takiego:

tekst

Tak sobie wyobrażam polskiego szkoleniowca w wojsku! Hm? Potrafię wyłuskać esencję tego wpisu, rozumiem o co chodzi temu obywatelowi, ale jego forma wyrazu oraz środki jakimi chce wychować trochę mnie przytłaczają. W takiej sytuacji cieszę się, że moje losy potoczyły się tak, a nie inaczej. Przykład tego człowieka pokazuje jak dobre intencje można przekuć na tragedię rodzinną. Strach mnie ogarnia z okazji wymuszonego „tak jest tatusiu, tak jest mamusiu’.

 

fotografia: źródło

Inline
Inline