Kamilowski Menu

Permalink:

Zróbmy sobie dziecko… doktorze.

Życie pisze najciekawsze scenariusze

Życie zazwyczaj pisze najciekawsze scenariusze, a ten który powstał w przeciągu ostatniego miesiąca mógł diametralnie zmienić los mojej rodziny. To będzie krótka historia obyczajowo z lekkim wątkiem tragikomicznym.

Ponad miesiąc temu po wizycie u ginekologa poszliśmy z lubą do apteki wykupić stosowne tabletki. Standardowa procedura. Jednak z racji tego, iż lekarz przepisał nowy środek to pani magister z lekką konsternacją oświadczyła, iż trzeba zamówić, ale ma zamiennik. Dodaję, że przy tym spoglądała spode łba na mą mżonkę.  W każdym razie zamiast 6 opakowań żona zakupiła jedno. Mijały dni i kilka tygodni. Z pełnym zaufaniem do decyzji lekarza oraz propozycji pani z apteki, każdego dnia i wg planu znikała jedna tabletka w układzie pokarmowym mojej wybranki. Opakowanie się skończyło i idealnie coś się zaczęło.. Nic nie budziło żadnych obaw ani podejrzeń.

Przed weekendem, gdy wszystkie możliwe objawy chorobowe chwytały każdego w domu wybraliśmy się z żoną ponownie do apteki, by zaopatrzyć się w jakiś arsenał na flegmatyczne czasy i spazmy. Przy okazji żona zakupiła pozostałe 5 opakowań, ale już zgodnych z tym co było napisane na recepcie. Żadnych zastrzeżeń tylko ponownie dziwne spojrzenia już innej pani magister farmacji.. „Wredne samotne babsztyle” pomyślałem, chociaż wiem, że jedna z nich chodziła z nami na nauki przedmałżeńskie. Ale człowiek jak chory to każdemu zdrowemu złorzeczy, więc mogę sobie szlachetnie wybaczyć.

Minął weekend. Wszyscy w miarę żywi.

Poniedziałek wieczorem. Kobiecy instynkt nakazał mojej małżonce przeczytać ulotki z zakupionych lekarstw. Ja w tym czasie w pracy. Dzwoni telefon i słyszę krzyk żony oraz jej nieparlamentarny język: „-Nosz k.., przez miesiąc brałam antydepresanty. W ulotce jest napisane, że efektem ubocznym są krwawienia, stany lękowe. A pamiętasz jak mi się codziennie śniły jakieś głupoty i jak sprawdzałam czy jesteś w nocy? To wszystko wina tej baby z apteki! Rozszarpię krowę. Ma szczęście, że apteka już zamknięta.” Nie wiedziałem co powiedzieć, ale zapaliła mi się lampka i trochę ucieszony pytam: „Będziemy mieli drugie dziecko?”. Telefon się rozłączył z pewną dozą wściekłości, którą poczułem pomimo kilku kilometrów odległości między nami. Oddzwoniłem po kilku minutach i żona uświadomiła mnie trochę w pewnych kwestiach i zrozumiałem, że szansa na Filipka jest nikła. W każdym razie kochałbym jak planowane. W tle już słyszałem, że mżonka prowadzi naradę wojenną z mamuśkami. Jednak, aby wygrać wojnę należy ją zaplanować, dlatego też miała zadzwonić do swojego lekarza, a ja z kolegą z pokoju obok zacząłem opracowywać koncept dotyczący sprawy cywilnej. Skoro dziecka nie ma, 500zł nie ma, to może na aptece się odkujemy… Ależ ze mnie chytry dziad.

Po pół godziny, gdy już miałem naszkicowany plan rozbicia jednej z większej aptek w perzynę zadzwonił telefon. Żona. W słuchawce już nie ma burzy i gromów, a stoicki spokój z pewną formą zażenowania. „No więc tak – rozpoczęła mżonka – pan doktor przepraszał mnie 20 minut, że jest przemęczony i przypadkiem przepisał mi lekarstwo na poprawę humoru… dla pań po menopauzie… Nic mi nie będzie, a za dwa tygodnie mam być w znacznie lepszym humorze…”.

Trudno to skomentować.

Gdyby chociaż z tego zrządzenia losu powstał mój wymarzony synek lub gdybyśmy mogli puścić z finansowym dymem aptekę, a tak? Lekarzowi damy spokój, bo za dużo mu zawdzięczamy i to naprawdę w porządku chłop.

Jak tak można deptać marzenia?

fot. źródło

Inline
Inline